Mittwoch, Dezember 13, 2006 

Wrona nas nie pokona


Wracam, bedzie cus w tym miejscu jeszcze also, stay tuned:)

Donnerstag, September 21, 2006 

Ultravox-Vienna(1980) i cos jeszcze:)


Oto zdjęcie człowieka prawdziwie obcego
Mógł być mordercą, mógł być ślepcem z laską
Może zginął przed laty w wypadku samochodowym
Kiedyś wydawało mi się, że go widziałem
Ale gdy spytałem go o godzinę odwrócił się
To jednak nie był on
Szukałem go długo
Ujrzałem go nagle na lotnisku
Pomachałem nawet do niego, ale chyba mnie nie zauważył
To dziwne uczucie
Już wiem kim jest pan X


Contains bonus for polish users.All recordings compressed to vorbis ogg Q5(VBR 160k) aoTuV b4 SSE2. Playable on iRiver, iAudio, Rio, Samsung and Meizu(m6) units, as well as on your computer(plugin for winamp needed).

50 post.Dzis Plyta, ktora kazdy szanujacy sie fan New Romantic, jak i po prostu muzyki syntezatorowej lat 80 miec powinien.A na dokladke...cofnijmy sie do 18 czerwca roku panskiego 1985.


Plytke postanowilem zripowac po raz pierwszy do formatu ogg.Posluchacie, ocenicie-moim zdaniem mozna smialo porownywac z mp3 320/256k.

Tracklisting:
1. Astradyne
2. New Europeans
3. Private Lives
4. Passing Strangers
5. Sleepwalk
6. Mr. X
7. Western Promise
8. Vienna
9. All Stood Still
10.Bonus for polish listeners


Cheerio

Sonntag, September 17, 2006 

Ex-Midi-Szpan/Symbole miłości(1987)



Poland, Kraków/Cracow 1987

Dawno, dawno temu obiecalem, ze na lamach bloga zaprezentuje w moim mniemaniu protopolastow i co tu duzo mowic, ojcow chrzestnych zespolu Super Girl and Romantic Boys, ktorego muzyka swego czasu goscila na kazdej szanujacej sie imprezie andergrandowej(i nie tylko).Dzis nadejszla wiekopomna chwila(sorki, jak mawial Kazio Marcinkiewicz za zwloke, heh) i do waszych rak oddaje paczuszke ze skromna, ale jakze cenna zawartoscia.Zanim jednak bez reszty zawladna wami dzwieki wydobywajace sie z keyboardow obslugiwanych przez kudlatych osobnikow odzianych w blyszczace sofiksy oraz plocienne stomile, pozwolcie, ze przyblize wam kulisy powstania tej wiekopomnej plyty, czyly maly:

Rys historyczny:

Mamy rok 1986.Papa Dance wlasnie wydalo swoje Opus Magnum opatrzone kokieteryjnym tytulem "Ponizej krytyki", densowe rytmy debiutanckiego krazka Anny Jurksztowicz podbijaja serca mlodziezy, a Kombi w wielkim stylu obchodzi jubileusz swego istnienia, skwitowany wydaniem pierwszej skladanki The Best Of.Elektroniczne brzmienia poparte skocznym dyskotekowym bitem, ciesza sie w kraju nad Wisla ogromna, nieslabnaca popularnoscia.Ten stan rzeczy postanawia wykorzystac dwoch mlodych ludzi i w Krakowie przy udziale niejakiego Marka Ostrowskiego i Miroslawa Wanata(wczesniej na majku w nowofalowym(?) skladzie Instytucja) powstaje grupa Midi.Po tym, jak do zespolu dolaczyli dwaj wladcy keyboardow, Tomasz Mucha i Piotr Marona, panowie mogli zaczynac.Po nagraniu seta dla andergrandowej rozglosni studenckiej "Nowinki" oraz odbyciu wspolnej trasy koncertowej z owczesnym skladem Gregario Wawrzyszaka(wiele wskazuje na to, ze bylo to Ex-Dance, jednak zrodla mowia tak ze o Papa Dance) Midi zwrocilo swoimi skilami uwage szerszej publiki i pojawily sie pierwsze niemoralne propozycje.jednym z zainteresowanych okazal sie byc osobnik o nazwisku badz kryptonimie Miroslaw Wiechczynski, ktory wiedziony kapitalistycznym, ohydnym pragnieniem zysku za wszelka cene, zaproponowal mlodym zdolnym lecz niedoswiadczonym mlodzianom tzw."opieke menedzerska"
Jak to zwykla w takim wypadku bywa, po niedlugim czasie.zaczely sie "pewne nieporozumienia" i tak Marek Wanat, tak jak niegdys Grzegorz Wawrzyszak zostal wyslany przez wszechwladnego menago na bezterminowy urlop wychowawczy.Pawlem Stasiakiem zespolu Midi okazal sie Ostrowski, ktory stanal za mikrofonem.W tak przemeblowanym skladzie grupa udala sie do Warszawy, gdzie zarejestrowala w maju 1987 roku studyjny material.Calosc miala sie ukazac na winylowym krazku pod szyldem Arston recordings, jednak ku rozpaczy wielu owczesnych, a takze przyszlych fanow sprawa sie rypla, a swiatlo dzienne ujrzal jedynie wydany juz jako Ex-midi(Wanat zachowal prawa do starej nazwy)singiel Szpan/Symbole Milosci, ktory to dzis, po prawie dwudziestu latach wyplywa z otchlani zapomnienia na powierzchnie, goszczac na lamach musical travelogue.Mimo tego, ze nagrania narobily swego czasu sporo szumu, skutecznie mieszajac na listach przebojow, kolejne nieporozumienia miedzy menedzerem, a chlopokami, skutecznie zablokowaly marsz na szczyt.Czlonkowie dawnego Midi postanowili polozyc kres cierpieniom i rozwiazac band.dla porzadku wspomne jeszcze o podjetych przez Wiechczynskiego probach reaktywacji projektu w innym skladzie personalnym.Mimo niszowego charakteru calego przedsiewziecia, w 1990 roku, nakladem firmy Starling, udalo sie wydac kasete "Nie Mów O Miłości" na ktorej znalazly sie utwory opatrzone tak zagadkowymi tytulami jak "Dziewczyna i rap", "Syn armii", czy "Akcje polmosu".

Singiel otwiera powalajacy "Szpan" i to wlasnie nagranie stanowi dla mnie kwintesencje stylu kontynuowanego lata pozniej przez SGRB.Oszczedny syntezatorowy background, ocierajacy sie o brutal romantic, rytmiczne uderzenia aurtomatow perkusyjnych, oraz charakterytyczna maniera wokalu Ostrowskiego(?), do ktorej zdaje dzis nawiazywac Kostek.Do tego klimatyczny tekst, ktory gleboko wrzyna sie w pamiec, z niesmiertelnym refrenem "Pelny szpan, na calosc trzeba isc...".Na stronie B mamy pochodzace z tego samego okresu nagraniowego Symbole milosci, ktore staly sie hitem zespolu i osiagaly wysokie miejsca na listach przebojow, w co nietrudno uwierzyc slyszac dynamiczne syntezatorowe dzwieki, taktowane szybkim bitem oraz tekst o szczesliwyym losie niezbyt zamoznego mlodziana.Jako bonusy postanowilem umiescic dwa pozniejsze nagrania , zrealizowane juz prawdopodobnie w innym skladzie, niestety jakoscia odbiegajace od trackow singlowych i zapowiadajace rychly koniec teamu , poscielowe "Dla M" oraz zwiastujace nadejscie ery disco-polo "Nie mow o milosci".

Mimo calej marnosci systemu(Copyright R.I.P.Staszek Bareja), takze u nas lata 80, a szczegolnie ich druga polowa, wraz z coraz szerszym dostepem muzykow do elektronicznych zabawek spod znaku Korga, Casio i Rolanda obrodzily wysypem grajacych pop o syntezatorowym zabarwieniu kapel, tworzacych w cieniu gigantow rodzimej sceny.Ile takich skladow bylo i jak brzmialy dzwieki przez nie stworzone-tego byc moze nie dowiemy sie juz nigdy.Demowki nagrane na szpulach ORWO, gorzowskich stilonach, badz kupowanych za uciulane z wielkim trudem dewizy BASF-ow, TDK, czy Sony, sesje nagraniowe dla studenckich i lokalnych rozglosni, czy wreszcie zakurzone tasmy kryjace sie w archiwach na Mysliwieckiej byc moze juz nigdy nie ujrza swiatla dziennego.W koncu, komu to potrzebne w czasach jednorazowych przebojow, produkowanych z czestotliwoscia serii izraelskich karanbinow przez nalezace do Zlych i Pazernych Ludzi wytwornie.Przeca i tak sie na tym wiele nie zarobi, wiele nie sprzeda...zapyta, ktos- Czy jest na to jaka rada?

Ludzie.Dobrzy ludzie, ktorzy poswiecajac swoj czas i pieniadze, nie liczac na zadne zyski, zdobywali i zdobywaja nagrania czesto juz zapomniane.Ripujac stare plyty analogowe, odswiezajac wygrzebany Bog wie skad material kosztem dlugich godzin spedzanych przy jego cyzelowaniu i uzdatnianiu, zdobywajac od muzykow nieznane epizody ich tworczosci, Ludzie ci walcza o PAMIEC.Walcza o to , zeby kazdy mial mozliwosc wyboru poznania pelnej i roznorodnej spuscizny poprzednich pokolen.Wlasnie tym Ludziom chcialbym podziekowac za ow material, ktory dzis tutaj prezentuje, a ktorego bez nich bym nigdy nie poznal.Wiedzcie, ze wasze dzialania nie uderzaja w proznie i zawsze znajda sie odbiorcy tej Waszej Roboty.Dobrej Roboty.

Przygotowujac tego posta korzystalem z materialow zawartych na 80s.pl Drogi Pistonsie, pogon Falsestuffa, albo jak skonczysz doktorat, popraw w notce te nieszczesne single;)

Tracklistings:
1.Szpan
2.Symbole milosci
Bonus tracks:
3.Dla M
4.Nie mow o milosci

Cheers

 

Korba

Poland, Gdańsk/Danzig 1987, 1989

Dzis zapodaje kilka nut z cyklu "malo byli znani, ale cos tam jednak wydali".Takim mianem mozna by bezproblemowo okreslic band pod tytulem Korba.Panowie rozpoczeli swe wojaze na trojmiejskiej scenie muzycznej pod koniec dekady lat osiemdziesiatych, w skladzie Kazimierz Barlasz(voc), Andrzej Kazmierczak(g), Leszek Ligeza(dr), Waldemar Kobielak(bg) i Marian Narkowicz(g).Zespol zniknal prawie tak szybko jak sie pojawil, zaznaczajac sie w pamieci mlodych ludzi hitem "Bialy rower", a efektem krotkiej, acz zywiolowej korbianej egzystencji bylo wydanie na przestrzeni dwoch lat plyt winylowych pt "Motywacje", oraz "Sto papierow".Tyle historia.

Zaczynajac tego posta mialem nie lada zagwozdke.Po co ja o nich wlasciwie pisze?Jak zgrabnie ujal to nigdys jeden z moich znajomych, to raczej "nie moja klima", poza tym materialu do przerobienia nagromadzilo sie ostatnimi czasy dosc sporo i jest o czym skrobac.Biorac jednak pod uwage wczesniejsze deklaracje o zwiekszeniu zasobow muzycznych polskich kapeli z czasow generala ukrytego za swymi nieprzeniknionymi, ciemnymi jak pinta przedniego stouta raybanami, podjalem te brzemienna w skutki decyzje i klamka definitywnie zapadla.Ladies and gentlemen, oto przed wami caly dorobek muzyczny grupy pod wezwaniem charyzmatycznego Kazika Barlasza.Na ripach czarnych, blyszczacych plyt znajdziecie spora dawke lekkostrawnego, granego z biglem rokendrolla(soft rocka?), bedacego milym, niezobowiazujacym wypelnieniem niedzielnego popoludnia.Na obu plytkach swoj slad odcisnal niejaki Bogdan Olewicz, tworca min znienawidzonej(sorry Bogus) mam nadzieje, ze nie tylko przeze mnie "Autobiografii" Perfectu.Oprocz tego, ze skrobnal on chlopakom prawie wszystkie teksty, podjal sie jako realizator opieki nad calym projektem.Coz wiecej dodac?Dla tych co nie slyszeli, bedzie to byc moze pozytywne odkrycie, dla tych co znaja, przypomnienie czasow kiedy mogli wiecej wypic i powiedziec o sobie "piekni dwudziestoletni".Ja wole posluchac sobie "Empire" Kasabiana.

PS 1

Dla wszystkich zainteresowanych,.nakladem MetalMind records ukazala sie wlasnie kompilacja zbierajaca remastery z plyt, ktore za chwile uslyszycie.Do nabycia tutej.Jak niektore zrodla donosza,ma to byc zapowiedz reaktywacji zespolu, bowiem nasi mlodziency maja jeszcze cos do powiedzeniai ogolnie czuja sie na silach.Wypada im zyczyc jeno sukcesu i tego by nie powtorzyli drogi Kombii, Papa Dance,.czy skladu Wawrzyszaka.Zatem good luck bwoys.

PS 2

Jako czlek parajacy sie grafika , nie moge nie wspomniec o okladkach winyli.Sa po prostu w pyteczke.

Korba-Motywacje(1987)



Tracklistings:
1.Gdy sobie spalem
2.A statek plynie
3.Powiedz mi, czefo chce
4.Reportaz
5.Trzeba grac i spiewac
6.Szukalem siebie
7.To palma
8.Pamietam Amsterdam
9.Brak motywacji
10.Bialy rower

Korba-Sto papierow(1989)



Tracklistings:
1.Nie mam zludzen
2.Fajne chlopaki
3.Pros do tanca
4.Skladam bron
5.Do kobiety na wyspie
6.Jaja
7.Bedziesz krolem
8.Kto wie, po co zyje
9.Malpa na urodziny
10.Na co ty jeszcze czekasz?

Cheers

 

iriver T10, czyli moje miejsce na kryptoreklamę


Germany, München/Munich 2006

Doswiadczenia ostatnich lat w temacie przenosnych urzadzen sluzacych do odtwarzania przeroznej masci dzwiekow, bolesnie uswiadomily mi, ze niezaleznie od zainwestowanych wen srodkow, nie nalezy sie po nich spodziewac, ze beda spelnialy moje wymagania.Predzej czy pozniej da o sobie znac ten czy inny feler odtwarzacza.A to za mala moc mW dzielona na dwa kanaly, a to soft przyprawiajacy uzytkownika o konwulsyjne drgawki, bez ktorego nie da sie zaimportowac na mega hiper duper playera zadnej, chocby najkrotszej nuty, czy wreszcie nagminny zwyczaj krotkiej, obliczonej na rok z hakiem zywotnosci grajka-musi pan, panie konsumencie drogi, kupic przeciez nasz NOWY, LEPSZY PRODUKT.Nie wspominajac juz nawet o roznicach miedzy gwarantowana, a realna wytrzymaloscia baterii, czy jakosci oferowanego dzwieku.Coz, jakie czasy, takie grajki.
O tym wszystkim rozmyslalem sobie przygotowujac sie do inwestycji w maly playerek o pamieci flash, ktory nadawalby sie do umilania muzycznym podkladem wycieczek rowerowych, joggingu, oraz innych sportow silowych, a niekoniecznie ekstremalnych.Przyzwyczajajac sie z wolna do mysli, ze bede skazany na kompromis, jako ze dawno skonczyly sie juz czasy, w ktorych warunki dyktowal miast wielkich koncernow konsument, zabralem sie za poszukiwania.
Jakze ogromne bylo moje zdziwienie, gdy po przekopaniu sie przez niezliczona ilosc fachowych artykulow(ktore zasialy w mej glowie jeszcze wiekszy zamet), trafilem na polskie forum portalu mp3store.pl
Wertujac poszczegolne watki,zauwazylem, ze najwieksza uwaga poswiecana jest nie produktom tak szanownych koncernow jak Apple, Sony, Samsung czy Phillips, a playerom niepozornej marki iriver, o ktorej wiedzialem wczesniej tylko tyle, ze pochazi z Poludniowej Korei(tak to oni nas 4 lata nazad zgwalcili), oraz produkuje pekate odtwarzacze HDD.Ma uwage zwrocil fakt, ze gros tematow krazy wokol malej maszynki o kryptonimie T10, a forumowicze wrecz rozplywaja sie nad mnogoscia jej zalet.Ze wzrastajacym zainteresowaniem wpisalem ten dosc tajemniczy skrot w google(spraw Panie, by wszyscy miast zadawania czesto gesto niezbyt madrych pytan, wprzody zen korzystali;) i moim oczom ukazal sie obraz malego, oplywowego, sprawiajacego wrazenie solidnosci przedmiotu.Jako ze czlek ze mnie do szybkich decyzji raczej skory, rozwazywszy napredce jeszcze raz wszelkie za i przeciw, udalem sie nastepnego dnia do lokalnego salonu AGD RTV itd sieci, ktora swoje ohydne teutonskie macki rozszerzyla juz takze na nasz kochany kraj nadwislanski i powolawszy sie na 14 tage Rückgabegarantie, zaryzykowalem.

Reszta, to juz historia.

Byc moze w dzisiejszych czasach trudno o produkt idealny, ale moglbym sie pokuscic o stwierdzenie, ze temu malemu, czerwonemu grubaskowi, ktorego widzicie na zalaczonym u gory obrazku naprawde niewiele do takiego miana brakuje.Na jednej baterii AA przy moim, raczej slusznym trybie eksploatacji trzyma kilka dni(wczoraj dokupilem akumulatory wiec moze byc jeszce lepiej;), moc wyjsciowa przy zastosowaniu sluchawek dokanalowych typu np EX-71 wystarcza w zupelnosci na zafundowanie sluchajacemu "do oporu" delikwentowi, po niedlugim czasie wizyty w Instytucie Gluchoniemych.Jakosc dzwieku wydobywajacego sie ze sluchawek, mowiac krotko powala-mowie to jako doswiadczony w tej materii podiadacz Hi Minidisca pierwszej generacji, z cyfrowym preampem Hi Definition, syconego plikami Atrac3+ w formacie nie mniejszym niz 192 k.Brzmienie irivera, podrasowane efektami przeroznej masci, wlaczajac w to dobry equalizer i system dzwieku przestrzennego SRS WOW przyprawia o ciary, gesia skorke oraz sprawia, ze albumy ktorych sluchalem dotad na CD i HIMD, odslaniaja przede mna nowe polacie dzwiekowe!Dodajac do tego wszystkiego, o czym napisalem drobny fakt, ze urzadzenie odtwarza formaty takie jak WMA, OGG(yeah!), AIF, banalnego mp3 o rozpietosci bitrate 8-320 kbps nie wspomniajac, miejsce w zaleznosci od wybranej wersji 1 GB/512 MB mozna konkretnie zagospodarowac.
Reasumujac, jesli szukacie malego przenosnego mp3 playera flash, ktory byc moze nie ma takiego zgrabnego dizajnu jak iPod Nano, ale ktory oprocz tego, ze jest zabawka wytrzymala:
-chodzi dluugo na jednej baterii
-oferuje niespotykana w tej klasie jakosc dzwieku
-odtwarza coraz bardziej popularny(i przy mniejszej wadze bijacy na glowe mp3) format OGG
a przy tym jestescie w stanie wylozyc za niego(wersja 512. wlasnie taka mam) sume zamykajaca sie w przedziale 350-400 PLN, mozecie przestac szukac, jestescie w domu.

A Jesli uwazacie, ze to, co w tej chwili splodzilem(sczerze przyznaje,znajdujac sie ciagle pod wladczym urokiem tego koreanskiego killera), przejdzcie nad tym skromnym tekstem do porzadku dziennego i z czystym sumieniem nabadzcie blyszczacego iPoda, zgrabnego Creativa, lub jakiegos innego no-name'a.Jak mawiaja, Your Choice.

PS

W zwiazku z notorycznym zasluchiwaniem sie ostatnio w muzyce skompresowanej do WMA i OGG, oraz prawie kompletnym porzuceniem mp3, zapytuje was drodzy odwiedzajacy:czy wlasne ripy mam umieszczac w w.w. formatach?A moze w dodatkowym, alternatywnym linku?Jak zwykle, czekam na wasze propozycje:.)

PS 2

Rzeczy ktore obiecalem, z pewnym opoznieniem, ale beda,o niczym(huehe) chyba jeszcze nie zapomnialem.Wybaczycie?

PS 3

Na koniec chcialbym rzec cos milego pod adresem Koreanczykow, odwiedztajacych(?) ten blog.Jako ze moj korenaski stoi na dosc mizernym poziomie, pozostane przy uniwersalnym:

TO ALL PPL From South Korea Rep, iriver and Cowon Corp..---GOOD SHIT!---KEEP IT UP!!!---

Samstag, September 02, 2006 

Rape me...



Przed meczem:

Jeśli nasza drużyna pierwsza straci gola, to nie będziemy pleść, że mecz się nam nie ułożył. Piłkarze mają natychmiast pójść do przodu i straty odrobić - mówi Dariusz Dziekanowski, asystent Leo

Po meczu:

Rafał Patyra: Dlaczego zagraliśmy słabo?
Michał Żewłakow: Zagraliśmy tak, jak nam Finowie pozwolili.
Rafeł Patyra: Nie pozwolili.
Michał Żewłakow: Zgadza się.

Sonntag, August 27, 2006 

Bolter-Więcej słońca(1986)



Poland, Poznan/Posen 1986

Powrociwszy po dluzszej przerwie dlugo zastanawialem sie jaka hudba wypelnic te ostatnie wakacyjne dni.Odkad pamietam sierpien zawsze kojarzyl mi sie z okresem roznorakich festiwali muzycznych, a takze innych spedow w rodzaju konkursow zupy pomidorowej/zawodow z cyklu strongmen/festynow dla sympatykow grilla, na ktorych gawiedz wykonujac dziwne, glupkowate ruchy oddawala sie hedonistycznej uciesze.Majac to na uwadze postanowilem sie nie wychylac i rowniez trzymac odpowiedni poziom.W zwiazku z tym, przez te kilka ostatnich dni blogiego okresu ogorkowego, bedzie prosto, swojsko i przyjemnie, czyli krotko mowiac, jak ujal to niegdys zgrabnie Leszek Guzniczak z legendarnego programu BAR, bedziemy "mile spedzac czas".

Debiutancka plyta poznanskiej grupy Bolter trafila do mnie w postaci zgrzebnej "paczuszki" juz jakis czas temu, jednak miotany watpliwosciami, z prezentacja jej zawartosci czas jakis zwlekalem. No coz, dzis nadejszla ku temu odpowiednia chwila i rzucam promien swiatla na ten zapomniany juz dzis nieco krazek.Mimo olbrzymiej popularnosci zarowno wowczas, czyli w 1984 roku, jak i w pewnym sensie dzis, slynnego szalgieru "Daj mi te noc", malo kto kojarzy dzis inne dokonania grupy Janka "Showmana" Zielinskiego.Co mnie troche dziwi, trudno rowniez znalezc jakiekolwiek informacje na temat zespolu w zasobach internetu.Spisek, ukartowana dzialalnosc okreslonych kol, a moze po prostu w IV rzeczypospolitej, nadszedl czas by odciac sie calkowicie od dokonan tych "mniej ambitnych" artystow PRL-u?Ze zgromadzonych przeze mnie informacji wynika , ze zespol oprocz debiutanckiego albumu "Wiecej slonca", w 1987 roku wydal LP pt "Hollywood", a na poczatku lat dziewiecdziesiatych siwatlo dzienne ujrzal album skladankowy,ktory wlasciwie na dobra sprawe, zakonczyl dzialalnosc tego bandu.Mimo niepozornej ilosciowo dyskografii i dosc krotkiego zywota scenicznego, Bolter na trwale zapisal sie w annalach polskiej muzyki rozrywkowej i chyba moge powiedziec, dokonal pewnego przelomu.Singiel "Daj mi te noc",oprocz tego, ze w 1985 roku, podczas opolskiego festiwalu podbil serca rodzimej publicznosci, wyznaczal nowa jakosc.To krotkie, niespelna 4 minutowe nagranie, taktowane bitem perkusji simmonsa, w polaczeniu z chwytliwym refrenem i typowo weselna stylistyka, stalo sie punktem wyjcia dla "nowych romantykow" ery Pawlaka i dalo solidne podwaliny pod dojrzewajacy z wolna fenomen Disco polo.Czy tego chcemy, czy nie, to wlasnie ta swojska, przasna nuta, bedaca wowczas dla wielu synonimem totalnej tandety weszla do kanonu polskiej piesni i dzis jest zelaznym punktem wielu weselnych tracklist.Co stanowi o sile tej muzyki?Moim zdaniem dziala tu bardzo prosta,ale w praktyce trudna do osiagniecia umiejetnosc trafienia w gusta, potrzebe identyfikacji i poklady wrazliwosci "zwyczajnego sluchacza".Bolterowi udalo sie rowniez zagospodarowac tkwiace w kazdym z nas rejony tzw. "wpolnotowej potrzeby blogiego upodlenia", laczac w odpowiednich (%) okolicznosciach cale, na pozor zupelnie odmienne pokolenia, oddajace sie beztroskiej, kolektywnej rozpuscie(kto byl kiedykolwiek na weselu, badz rodzinnej uroczystosci, ten wie o co mi chodzi).Zatem, polejcie gospodarzu i niech harmonia gra...

Track Listings:
1. Zwyczajne radości
2. Ten kto się śmieje
3. Skończyło się na kilku słowach
4. Spójrz za siebie
5. Daj mi tę noc
6. Więcej słońca nam się marzy
7. Zaczekaj z tym do jutra
8. Obudziłem się nad ranem
9. Między nami cisza trwa
10. Uciec chcesz od ludzi
11. Żegnaj baj, baj
12. Kto musiałby oprócz nas
13. Ty mnie jeszcze nie znasz
14. Nie nabierzesz mnie kochanie


Cheers


I dla tych, co im slotow za malo;)

 

Zmiany, zmiany, zmiany.



Minal juz miesiac, a nawet i wiecej odkad po raz ostatni pokusilem sie o jakikolwiek update w tym dziwnym miejscu.Zlozyly sie na to zarowno czynniki natury osobistej(czyli rozne, nie cierpiace zwloki sprawy mojego alter ego), oraz problemy techniczne, wiazace sie z brakiem internetu.Bylo, minelo, poza tym, jak mawial Ferdynand Wspanialy,"nie zawsze na obiad sa kosci".Przerwa okazala sie mimo wszystko pozyteczna i pozwolila mi na przemyslenie pewnych spraw zwiazanych z moja dzialalnoscia(?) bloggersa, a mianowicie:

1.Po dluzszych rozwazaniach postanowilem, ze chyba ostatecznie pozegnam sie ze zlosliwym serwerem rapidshite i moje uploady przeniose na inne,mniej wymagajace wieszaki.Poniewaz doszly mnie sluchy, ze megaupload stosuje brudne sztuczki pod adresem polskich uzyszkodnikow(ograniczanie slotow itp.), zastanawiam sie nad stosowna alternatywa.Na razie w fazie testowej korzystam z uploading.com.Jakie jest wasze zdanie-ktory serwer wam najbardziej odpowiada?Wszelkie sugestie mile widziane.

2.W zwiazku z pojawieniem sie kilku zacnych blogow(o tym za chwile)traktujacych o angielskojezycznej scenie nowofalowej, zastanawiam sie nad czesciowa rezygnacja z pisania o artystach spod znaku NR NW, wywodzacych sie z USA/UK i przeniesieniu punktu ciezkosci na dokonania reszty swiata(ze szczegolnym uwzglednieniem naszej czesci Europy i Rzeczypospolitej Ludowej), oraz nowe brzmienia.Co wy na to?

3.Przyznam sie, ze szykuje w najblizszym czasie w ramach urozmaicenia kilka niespodzianek, a blog czekaja gruntowne zmiany.Na tym etapie zwracam sie do was z obywatelskim apelem:pomozcie uczynic ten zaklad pracy JESZCZE lepszym i smialo zglaszajcie glosem mocnym, glosem gromkim uwagi i sugestie dotyczace zawartosci musicaltravelogue.Obiecuje, ze po kolektywnym rozpatrzeniu wezme je pod uwage.

Jak juz wczesniej wspomnialem, podczas mojej nieobecnosci na polu walki pojawili sie nowi zawodnicy, ktorzy podjeli sie dzielenia ze swiatem swoja, koszetm wielu wyrzeczen zgromadzona muzyka.Co cieszy szczegolnie, szeregi polskich bloggerow(hurra, jest nas juz 3, slownie trzech!) zasilil kolejny osobnik.Na swoim blogu, ktory znajdziecie pod adresem synthmemories.blogspot.com(oraz w mojej linkowni), 80sman prezentuje min. dokonania kapel reprezentujacych szeroko rozumiany nurt Nowych romantykow, czyli krotko mowiac cos, czego nie tylko mnie cholernie brakowalo.Juz dzis znajdziecie tam perelki, ktore mam nadzieje zdopinguja was do udania sie w regaly sklepowe i zakupu albumow takich jak

Talk Talk - The Party's Over
Thomas Dolby - The Golden Age Of Wireless
Gary Numan - Telekon
OMD - Architecture And Morality
Visage - The Anvil


Kolejnym nowym blogowiczem jest Pimpo, ziom zza naszej poludniowej granicy,ktory prezentuje u siebie przerozne cymesy ze stajni brzmien rockowych, oraz,(co mnie szczegolnie cieszy) rarytasy czeskich tworcow era lat 80tych.Na dobry poczatek proponuje skladak znanego u nas min ze wspolpracy z Papa Dance, Petra
Kotvalda, czyli:

Petr Kotvald - Konto 87-88-8990-91 / Best Of

Ja takze nie proznowalem i podczas sieciowego niebytu nagromadzilem troche hudby, ktora w najblizszym czasie niechybnie tutaj trafi.Oprocz rzeczy nowych, stzaram sie porzadkowac dotychczasowe zasoby, tytulem czego zamiescilem obiecane jakis czas temu:

Czeslaw Niemen-Mourner's Rhapsody(1975), Complete Album(Hat'n bisserl gedauert, Hermann;)
Papa Dance-Ponizej krytyki(1986)- Z poprawnie dzialajacym "Bez Dopingu", oraz UWAGA!, sygnalem gry komputerowej Papa Dance(jesli ktos obczai jak, zrobic z tego funkcjonujacy program, niech da znac!)/contains playable version of "Without doping", and C64 computer game signal!

Dienstag, Juli 11, 2006 

Shine On You Crazy Diamond




I want to tell you a story
About a little man
If I can.
A gnome named Grimble Grumble.
And little gnomes stay in their homes.
Eating, sleeping, drinking their wine.
He wore a scarlet tunic,
A blue green hood,
It looked quite good.
He had a big adventure
Amidst the grass
Fresh air at last.
Wining, dining, biding his time.
And then one day - hooray!
Another way for gnomes to say
Hoooooooooray.
Look at the sky, look at the river
Isn't it good?
Look at the sky, look at the river
Isn't it good?
Winding, finding places to go.
And then one day - hooray!
Another way for gnomes to say
Hoooooooooray.
Hooooooooooooooray.


Thank you for Interstellar Overdrive

Sonntag, Juli 09, 2006 

Visage-The Singles(1978-1984)

UK, England, London 1978-1984

"One bloke recently said to me; 'Cor, mate
you're not on the stage now!'-so I turned round
and said to him;-'My dear, I'm on stage 24
hours a day'...and I am"
Steve Strange, 1981


Must I introduce you the very first creator and trendsetter of New Romantic, fancy welshmen, born as Steven Harrington?Gimme a break:) since I've never seen a proper Visage singles collection, so I thought to myself, why not gather Steve's musical heritage and put it into one piece.Here you are, two batch compilation,introducing the early Tar,which contains warning about nicotine threat, throughout very rare, german version of the Anvil, which was released in small outlay, to end up with synth driven Beat Boy, where the magic began to wear off slowly.Not to mention Fade To Grey, definitive Visage statement and a Bible to all new romantic heads.


W zwiazku ze zwyciestwem makaronow, nie umieszcze nic wloskiego.Moge wam za to zaproponowac dwie konkretnych rozmiarow paczuszki, w ktorych zawarta zostala cala singlografia mojego ukochanego bandu,czyli Visage swoje najwieksze sukcesy odnoszacego pod wodza uszminkowanego Stefana.Znajdziecie tu min takie rarytasy, jak zaspiewana z fantastycznym akcentem, niemiecka wersja The Anvil, She's A Machine, bedace przez lata sygnalem RMR, oraz oryginalna wersje dyskotekowego wymiatacza We Move.Wszystko to w otoczeniu fantastycznych okladek, stanowiacych szczytowe osiagniecie noworomantycznego dizajnu.Nie ma bata, jesienia rzucam sie na oryginaly, czyli piekne okladeczki i swiecace winyle.A najlepszy makaron i tak robi Malma.Howgh.

Tar/Frequency 7(1978)


Track Listings:
1.Tar
2.Tar(Single Version)
3.Frequency 7


Fade To Grey/The Steps(1980)


Track Listings:
1.Fade To Grey
2.The steps
Bonus Tracks:
3.Fade To Grey(Special Maxi version)

Moon Over Moscow/We Move JPN(1981)


Track Listings:
1.Moon Over Moscow
2.We Move

Mind Of A Toy/We Move(1981)



Track Listings:
1.Mind Of a Toy
Bonus Tracks:
2.Mind Of A toy(Dance Mix)
3.We Move(Dance mix)
4.Frequency 7(Dance Mix)

Visage/Second Steps(1981)


Track Listings:
1.Visage
2.Second steps
Bonus Tracks:
3.Visage(Dance Mix)
4.Second steps(Remix)


Part 1(1978-1982)

Whispers/The Horsemen(1982)



Track Listings:
1.Whispers
2.The Horsemen

The Damned Don't Cry/Motivation(1982)


Track Listings:
1.The Damned Don't Cry
2.The Damned Don't Cry(Dance Mix)
3.Motivation


Night Train/I'm Still searching(1982)



Track Listings:
1.Night Train
2.Night Train(Single Version)
3.I'm Still Searching
Bonus Tracks:
4.Night Train(Dance Mix)
5.Night Train(Dub Mix)

Pleasure Boys/The Anvil(1982)


Track Listings:
1.Pleasure Boys
2.the Anvil
Bonus Tracks:
3.Pleasure Boys(Dance Mix)
4.The Anvil(Dance Mix)
5.Der Amboss

The Love Glove/She's A Machine(1984)


Track Listings:
1.Love Glove
2.She's A Machine
Bonus tracks:
3.Love Glove(Long Version)
4.Love Gove(Instrumental)

Beat Boy(1984)



Track Listings:
1.Beat Boy
2.Beat Boy(Single version)
Bonus Tracks:
3.Beat Boy(Dub)
4.Beat Boy(Dance Mix)
5.Beat Boy(Dance Dub)


Part 2(1982-1984)

 

Mech-Bluffmania(1983)



Poland, Warsaw/Warszawa 1983

Kierujac sie klasyczna metoda kazdego didzeja, by po szybkim kawalku nie serwowac ludziom przytulanki, stopniowo zwalniamy kroku, kierujac sie ku odrobine lzejszym klimatom, a konkretnie do plyty Bluffmania, debiutu zespolu pt: Zjednoczone sily Natuiry Mech, czyli jednej z pierwszych krajowych plyt zahaczajacych o nurt hard rocka.

Rok 1977 zaowocował bardzo ważnym dla polskiego rocka wydarzeniem – panowie Robert Milewski i Maciej Januszko postanowili założyć zespół. Mech początkowo działał w składzie: Maciej Januszko; Robert Milewski; Janusz Łakomiec; Krzysztof Fijałkowski; Adam Lewandowski; Andrzej Nowicki(później Perfect) i Janusz Domański. Przez następne sześć lat zespół zdobył umiarkowaną sławę, poszukiwał własnego stylu grając muzykę, pełną zarówno hardrocka, artrocka, fusion, a przede wszystkim popularnego wówczas w Polsce rocka barokowego. Po wydaniu kilku singli i licznych zmianach personalnych, w 1983 roku wreszcie światło dzienne ujrzał pełnoprawny album. A nawet dwa. Tutaj zajmę się tym pierwszym, czyli „Bluffmanią”, albumem pełnym świeżości, a jednocześnie utrzymanym w charakterystycznym tylko dla Mechu stylu. Okładka płyty mogła 22 lata temu w naszym kraju szokować – czarnobiałe zdjęcie głów członków zespołu, ale z wyszminkowanymi na jaskrawoczerwono ustami. No, szokować to może przesada, w każdym razie zaintrygować. Zaintrygowany więc nastawiam płytę...
Kościelne dzwony wprowadzają do utworu „Piłem z Diabłem Bruderszaft”. Po chwili rozlega się gitarowy riff – dynamiczny, szybki, prosty i tą właśnie prostotą wspaniały. Riff, który, gdyby Mech powstał w innym czasie, miejscu i został dobrze wypromowany, mógłby znaczyć teraz tyle dla muzyki rockowej co „Smoke on the Water”, „Iron Man” czy „Highway to Hell”. Nie przesadzam. Oczywiście trzeba by nieco poprawić brzmienie, czy dopracować szczegóły, ale to także zamyka się w „innym czasie i miejscu”. Rozlegające się w tle wyprodukowane przez syntezator odgłosy umiejętnie sterują napięciem. Wokalnie udziela tu się tylko Januszko – może nie ma on dużych możliwości, ale śpiewa lepiej niż poprawnie, a jego głos ma ciekawą barwę (niekojarzącą się tak jednoznacznie z Osbourne'm jak 20 lat później). Jednak kiedy w połowie „Piłem...” następuje zmiana tempa i złagodzenie brzmienia, pojawia się również Robert Milewski. Śpiewa znacznie czyściej, co dobrze komponuje się z tą częścią kawałka. Tutaj też swoim saksofonem zaczyna czarować Tomasz Szukalski – może nie gwiazda, ale na pewno ceniona w polskim jazzie firma.
Na drugim miejscu na płycie umieszczony jest utwór tytułowy. Jest to dość rozbudowana, choć niespełna pięciominutowa kompozycja. Znacznie wolniejsza i lżejsza niż poprzednia. Robert Milewski przejętym głosem wyśpiewuje, że cały otaczający go świat jest kłamstwem. Znowu słyszymy saksofon, pojawiają się także chórki, a przede wszystkim ciekawie zastosowany efekt echa.
„Czy To Możliwe” to zdecydowanie najprostszy i najbardziej komercyjny utwór na płycie, dzięki czemu stał się największym (i chyba jedynym) przebojem zespołu. Szybki, skoczny, trochę jazzujący, wylądował nawet na jednym z czołowych miejsc trójkowej listy przebojów. Napisałem komercyjny, co wcale nie znaczy, że jest kiepski – wręcz przeciwnie. On po prostu jest lekki, łatwy i przyjemny, nawet tekst jest raczej żartem – Januszko narzeka na to, że trudno jest jednocześnie zaspokoić potrzeby kobiety i być gwiazdą estrady. Momentami prawie płacze.
„To Kiedyś Wróci” to półballada. Ani tekst, ani muzyka niczym szczególnym się nie wyróżnia, poza tym, że to najlżejsza rzecz na płycie. Niestety też - najsłabsza.
Następny na krążku numer to „Cztery Ściany”. I znowu mocne uderzenie. To samo charakterystyczne brzmienie gitar, syntezatory tworzą ciekawy podkład, i czynią kompozycję niebanalną, dobry wokal... Tekst troszkę absurdalny, acz idealnie pasujący do reszty. Czuć rockową werwę, a jednocześnie niesamowitą lekkość – czyli taki Mech, do jakiego przyzwyczaiły poprzednie kawałki.
Utwór szósty nosi nazwę „Maszyna”. Tytuł ten odnosi się do nas – Robert Milewski jest zachwycony tym perpetuum mobile – człowiekiem. Znowu daje o sobie znać saksofon Szukalskiego – grupa momentami pokazuje, że w zahaczającej o jazz konwencji czuje się bardzo dobrze (w końcu wydawcą jest Poljazz), ale w żadnym wypadku nie jest to fusion. Jeśli mielibyśmy zaszufladkować tą muzykę, to tylko i wyłącznie jako... muzykę Mechu! Warto też zwrócić uwagę na awangardowy, z lekką nutką ambientu, wstęp.
„Dzida”, ponownie jak „Czy To Możliwe” opowiada o związku między rockiem a kobietami „Codziennie z rana budzi mnie dziewczyna nowa, ładna i zdrowa, szał co noc”. Słowa są jednak znacznie bardziej prowokujące. „Już do niej idę, szykuję dzidę” Sami domyślcie się, co symbolizuje tytułowa „Dzida”.
Całość zamyka instrumentalna, art-rockowa suita (może nie suita, a jeśli nawet to bardzo miniaturowa, bo trwa tylko 5 i pół minuty), „Nautilius”. Utrzymany w trochę spokojniejszym tempie stanowi swoiste podsumowanie albumu – zawiera wszystkie elementy powtarzające się w poprzednich numerach, jednak dodaje także coś od siebie. Utwór ten jest poważniejszy od innych i kojarzy się trochę (patrz: gitara i saksofon) z Pink Floyd. Wspaniałe zakończenie wspaniałego albumu.
„Bluffmania” powinna znaleźć się na każdej półce. To jedna z lepszych płyt w konwencji ambitnego rocka, jakie w naszym kraju powstały. Jej zawartość jest jednocześnie bardzo eklektyczna, jak i spójna. Do tego dochodzą oryginalne, świeże kawałki, wysokie umiejętności muzyków, intrygujące teksty i to coś, co rozróżnia prawdziwych artystów od znakomitych rzemieślników. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby Robert Milewski nie zaszył się gdzieś w stanach, a zespół zamiast rozpaść się i wrócić po 18 latach (1986-2004) wypełnił te 18 lat swoją twórczością.

MBB Wandowicz, ArtRock.pl

Track Listings:
1. Piłem Z Diabłem Bruderszaft [6:35]
2. Bluffmania [4:50]
3. Czy To Możliwe [3:20]
4. To Kiedyś Wróci [5:20]
5. Cztery Ściany [5:15]
6. Maszyna [3:15]
7. Dzida [5:20]
8. Nautilius [5:15]

Cheers

 

Behemoth-Zos Kia Cultus(2002)



Poland, Gdańsk/Danzig 2002

In a way I kind of feel sorry for this band. Gaining exposure coming from Poland has to be difficult enough but add to that being inevitably compared with the mighty Vader and in a way it doesn’t seem quite fair. I certainly have to give them credit since they have been around over a decade now and have built quite a lot of support with their other releases. I just love it when a band works their ass off to get where they are without someone giving them everything they need to succeed, it shows perseverance and character not to mention a genuine love for the music.
Although the beginning of this review sounds all sunny and rosy that is in stark contrast to what you get when you put "Zos Kia Cultus" in your CD player. The album starts out with what sounds like someone turning a radio dial and then the guitars come in with a slow riff that just feels like it is leading you to your doom and finally you are blasted with "Horns Ov Baphomet". I love this kind of build up in music and Behemoth does this very well. The songs for the most part are all pretty fast with a fair amount of blast beats to be had. Although the speed is ever present the guitar work still shines through with some excellent lead work, which really adds a lot more depth to the ever-present speed. Vocals and lyrics are pretty much what you would expect from a black/death metal band and the scenes of death, violence and overall evil are never to far away. If there was one complaint I could make about this album it is that I wish it would have a little more variety like they had on "Thelema 6" which I thought was an excellent album. This is actually a minor complaint since the more I listen to this album the more I seem to like it.

Overall this album I consider a worthy predecessor to "Thelma 6" and something that fans of the band and the genre in general will certainly want to pick up.Christian Renner

Chyba nikt, z ludzi zagladajacych peixe's musical travelogue(all rights reserved:) nie ma juz watpliwosci, ze po tej stronie nie mozna sie spodziewac jakiejkolwiek utartej sciezki muzycznej. W odroznieniu od niektorych blogow nie zamierzem tutaj odwolywac sie do jedynej slusznej tematyki, nurtu czy terytorium.Jak sama nazwa wskazuje jest i bedzie to podroz przez przesieki, parowy i dzikie dukty niezmierzonej historii muzyki nie tylko(choc przede wszystkim ) europejskiej.Nie inaczej bedzie i tym razem-po meatlicznych "Japonczykach", uroczych chlopakach z Ex-Dance, zadziornej Malgorzacie wraz ze swoja trupa nadszedl czas na to, aby na scenie wystapili kolejni giganci.Giganci w prawdziwym tego slowa znaczeniu.

Czy kiedykolwiek zastanawialiscie sie nad tym, z jakiej muzyki tak naprawde slynie nasz kochany, plynacy miodem i mlekiem kraj?Wszyscy, ktorzy podobnie jak ja za bezdyskusyjne atuty uwazali datad solowe dokonania Agnieszki Kotulanki, rubaszne piesni Danuty Rinn, oraz legendarne plyty takich wykonawcow jak Tercet Egzotyczny, czy Jerzy Rozycki(znany wielu wyznawcom z kultowego juz koweru "I like Chopin" Gazebo, wydanego pod bardziej swojskim tytulem "W cieniu wierzb"), musza sie teraz przygotowac na doznanie srogiego zawodu..Chcecie czy nie, IV Rzeczpospolita Polska kojarzona jest przede wszystkim z zespolami o tak dzwiecznej nazwach jak Vader, czy Behemoth, grajacych gatunek muzyczny na swiecie okreslany mianem death metalu.

Grupa Behemoth, zalozona w Gdansku na poczatku lat 90tych przez niejakiego Nergala, znanego takze pod pseudonimem Adam Darski;), jest dla mnie chyba najbardziej jaskrawym przykladem na to, ze chciec, to po prostu moc.Mimo zerowego wsparcia i promocji ze strony polskich mediow, panowie wydali juz kilkanascie plyt, odbyli multum koncertow i dzis sa znani i powazani w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Poludniowej(przede wszystkim Brazylia). oraz w Europie Zachodniej-slowem, prawie wszedzie, tylko nie u nas.Nie wiedziec czemu media oraz znani dziennikarze muzyczni(za chlubnym wyjatkiem Wojewodzkiego), uwazaja temat za niewart poswieconenia chocby odrobiny uwagi i stronia od glebszego spojrzenia na muzyczny rynek deathmetalowy, ktory z kazdym dniem rosnie w sile.Wszystkim , ktorzy powiedza teraz-"no dobrze, ale to przeciez tylko nisza", dedykuje artykul jaki na temat Behemotha napisal New York Times-niszowy fanzin o marginalnym zasiegu.Czy wreszcie nauczymy sie szanowac i wspierac to co powstalo w naszym kraju i przebilo sie za granice?W obecnych okolicznosciach przyrody i czasach mijajacych pod znakiem promocji komercyjnego i latwo przyswajalnego gowna, niestety smiem w to watpic, jednak zamiast biadolic wole dorzucic dzis ze swojej strony mala cegielke.

"Zos kia cultus", plyta , ktora postanowilem wybrac, stanowi juz owoc Behemotha wcielenia death metalowego, zapoczatkowanego przelomowym krazkiem Thelema 6.Rozpoczynajacy album, Horns Ov Bahometh, zaczyna sie odglosami przeskakiwania miedzy stacjami radiowymi.Ten zgrabnie zastosowany zabieg stopniowania nastroju wprowadza sluchacza w stan coraz wiekszego niepokoju i przedluza stan niepewnego oczekiwania.Slyszac pierwsze wersy, wykrzyczane przerazajacym wokalem Nergala, nie mozna miec juz zadnych watpliwosci, codo charakteru plytki-witajcie w piekle.Dynamiczna perkusja, znajdujaca sie we wladaniu czlowieka o sympatycznej ksywce "Inferno", fantastycznie buduje nastroj totalnej zaglady, a gitara Havoca przywodzi na mysl czasy "muzycznych pejzazy" a la wczesny Slayer.Zdecydowanie,nie jest to produkt przeznaczony dla wielbicieli dzwiekow spod znaku Krzysztofa Krawczyka, jednak wszystkich potencjalnych sluchaczy zachecam do poswiecenia tej plytce wiekszej uwagi.Z chwila kiedy oswoicie sie z wokalem Nergala(co dla wielu niestety moze byc przeszkoda nie do przejscia), bedzie wam dane przekonac sie, ze chlopcy nie od dzis maja w rekach gitary i na "Zos kia ..." mamy do czynienia ze spora dawka wartosciowej i urzekajacej(sic!) muzyki, ktora w pewnych okolicznosciach przynosi ze soba(tak jak mnie w ciagu miajacego tygodnia) swoiste oczyczczenie. No to swieccie dzien swiety, robaczki:)

Track Listings:
1. Horns Of Kaphomet
2. Modern Iconoclasts
3. Here And Beyond
4. As Above So Below
5. Blackest Ov The Black
6. Hekau 718
7. The Harlot Ov The Saints
8. No Sympathy For Fools
9. Zos Kia Cultus
10. Fornicatus Benefictus
11. Typhonian Soul Zodiack
12. Heru Ra Ha Let There Be Might


What The Heck