Dienstag, Juli 11, 2006 

Shine On You Crazy Diamond




I want to tell you a story
About a little man
If I can.
A gnome named Grimble Grumble.
And little gnomes stay in their homes.
Eating, sleeping, drinking their wine.
He wore a scarlet tunic,
A blue green hood,
It looked quite good.
He had a big adventure
Amidst the grass
Fresh air at last.
Wining, dining, biding his time.
And then one day - hooray!
Another way for gnomes to say
Hoooooooooray.
Look at the sky, look at the river
Isn't it good?
Look at the sky, look at the river
Isn't it good?
Winding, finding places to go.
And then one day - hooray!
Another way for gnomes to say
Hoooooooooray.
Hooooooooooooooray.


Thank you for Interstellar Overdrive

Sonntag, Juli 09, 2006 

Visage-The Singles(1978-1984)

UK, England, London 1978-1984

"One bloke recently said to me; 'Cor, mate
you're not on the stage now!'-so I turned round
and said to him;-'My dear, I'm on stage 24
hours a day'...and I am"
Steve Strange, 1981


Must I introduce you the very first creator and trendsetter of New Romantic, fancy welshmen, born as Steven Harrington?Gimme a break:) since I've never seen a proper Visage singles collection, so I thought to myself, why not gather Steve's musical heritage and put it into one piece.Here you are, two batch compilation,introducing the early Tar,which contains warning about nicotine threat, throughout very rare, german version of the Anvil, which was released in small outlay, to end up with synth driven Beat Boy, where the magic began to wear off slowly.Not to mention Fade To Grey, definitive Visage statement and a Bible to all new romantic heads.


W zwiazku ze zwyciestwem makaronow, nie umieszcze nic wloskiego.Moge wam za to zaproponowac dwie konkretnych rozmiarow paczuszki, w ktorych zawarta zostala cala singlografia mojego ukochanego bandu,czyli Visage swoje najwieksze sukcesy odnoszacego pod wodza uszminkowanego Stefana.Znajdziecie tu min takie rarytasy, jak zaspiewana z fantastycznym akcentem, niemiecka wersja The Anvil, She's A Machine, bedace przez lata sygnalem RMR, oraz oryginalna wersje dyskotekowego wymiatacza We Move.Wszystko to w otoczeniu fantastycznych okladek, stanowiacych szczytowe osiagniecie noworomantycznego dizajnu.Nie ma bata, jesienia rzucam sie na oryginaly, czyli piekne okladeczki i swiecace winyle.A najlepszy makaron i tak robi Malma.Howgh.

Tar/Frequency 7(1978)


Track Listings:
1.Tar
2.Tar(Single Version)
3.Frequency 7


Fade To Grey/The Steps(1980)


Track Listings:
1.Fade To Grey
2.The steps
Bonus Tracks:
3.Fade To Grey(Special Maxi version)

Moon Over Moscow/We Move JPN(1981)


Track Listings:
1.Moon Over Moscow
2.We Move

Mind Of A Toy/We Move(1981)



Track Listings:
1.Mind Of a Toy
Bonus Tracks:
2.Mind Of A toy(Dance Mix)
3.We Move(Dance mix)
4.Frequency 7(Dance Mix)

Visage/Second Steps(1981)


Track Listings:
1.Visage
2.Second steps
Bonus Tracks:
3.Visage(Dance Mix)
4.Second steps(Remix)


Part 1(1978-1982)

Whispers/The Horsemen(1982)



Track Listings:
1.Whispers
2.The Horsemen

The Damned Don't Cry/Motivation(1982)


Track Listings:
1.The Damned Don't Cry
2.The Damned Don't Cry(Dance Mix)
3.Motivation


Night Train/I'm Still searching(1982)



Track Listings:
1.Night Train
2.Night Train(Single Version)
3.I'm Still Searching
Bonus Tracks:
4.Night Train(Dance Mix)
5.Night Train(Dub Mix)

Pleasure Boys/The Anvil(1982)


Track Listings:
1.Pleasure Boys
2.the Anvil
Bonus Tracks:
3.Pleasure Boys(Dance Mix)
4.The Anvil(Dance Mix)
5.Der Amboss

The Love Glove/She's A Machine(1984)


Track Listings:
1.Love Glove
2.She's A Machine
Bonus tracks:
3.Love Glove(Long Version)
4.Love Gove(Instrumental)

Beat Boy(1984)



Track Listings:
1.Beat Boy
2.Beat Boy(Single version)
Bonus Tracks:
3.Beat Boy(Dub)
4.Beat Boy(Dance Mix)
5.Beat Boy(Dance Dub)


Part 2(1982-1984)

 

Mech-Bluffmania(1983)



Poland, Warsaw/Warszawa 1983

Kierujac sie klasyczna metoda kazdego didzeja, by po szybkim kawalku nie serwowac ludziom przytulanki, stopniowo zwalniamy kroku, kierujac sie ku odrobine lzejszym klimatom, a konkretnie do plyty Bluffmania, debiutu zespolu pt: Zjednoczone sily Natuiry Mech, czyli jednej z pierwszych krajowych plyt zahaczajacych o nurt hard rocka.

Rok 1977 zaowocował bardzo ważnym dla polskiego rocka wydarzeniem – panowie Robert Milewski i Maciej Januszko postanowili założyć zespół. Mech początkowo działał w składzie: Maciej Januszko; Robert Milewski; Janusz Łakomiec; Krzysztof Fijałkowski; Adam Lewandowski; Andrzej Nowicki(później Perfect) i Janusz Domański. Przez następne sześć lat zespół zdobył umiarkowaną sławę, poszukiwał własnego stylu grając muzykę, pełną zarówno hardrocka, artrocka, fusion, a przede wszystkim popularnego wówczas w Polsce rocka barokowego. Po wydaniu kilku singli i licznych zmianach personalnych, w 1983 roku wreszcie światło dzienne ujrzał pełnoprawny album. A nawet dwa. Tutaj zajmę się tym pierwszym, czyli „Bluffmanią”, albumem pełnym świeżości, a jednocześnie utrzymanym w charakterystycznym tylko dla Mechu stylu. Okładka płyty mogła 22 lata temu w naszym kraju szokować – czarnobiałe zdjęcie głów członków zespołu, ale z wyszminkowanymi na jaskrawoczerwono ustami. No, szokować to może przesada, w każdym razie zaintrygować. Zaintrygowany więc nastawiam płytę...
Kościelne dzwony wprowadzają do utworu „Piłem z Diabłem Bruderszaft”. Po chwili rozlega się gitarowy riff – dynamiczny, szybki, prosty i tą właśnie prostotą wspaniały. Riff, który, gdyby Mech powstał w innym czasie, miejscu i został dobrze wypromowany, mógłby znaczyć teraz tyle dla muzyki rockowej co „Smoke on the Water”, „Iron Man” czy „Highway to Hell”. Nie przesadzam. Oczywiście trzeba by nieco poprawić brzmienie, czy dopracować szczegóły, ale to także zamyka się w „innym czasie i miejscu”. Rozlegające się w tle wyprodukowane przez syntezator odgłosy umiejętnie sterują napięciem. Wokalnie udziela tu się tylko Januszko – może nie ma on dużych możliwości, ale śpiewa lepiej niż poprawnie, a jego głos ma ciekawą barwę (niekojarzącą się tak jednoznacznie z Osbourne'm jak 20 lat później). Jednak kiedy w połowie „Piłem...” następuje zmiana tempa i złagodzenie brzmienia, pojawia się również Robert Milewski. Śpiewa znacznie czyściej, co dobrze komponuje się z tą częścią kawałka. Tutaj też swoim saksofonem zaczyna czarować Tomasz Szukalski – może nie gwiazda, ale na pewno ceniona w polskim jazzie firma.
Na drugim miejscu na płycie umieszczony jest utwór tytułowy. Jest to dość rozbudowana, choć niespełna pięciominutowa kompozycja. Znacznie wolniejsza i lżejsza niż poprzednia. Robert Milewski przejętym głosem wyśpiewuje, że cały otaczający go świat jest kłamstwem. Znowu słyszymy saksofon, pojawiają się także chórki, a przede wszystkim ciekawie zastosowany efekt echa.
„Czy To Możliwe” to zdecydowanie najprostszy i najbardziej komercyjny utwór na płycie, dzięki czemu stał się największym (i chyba jedynym) przebojem zespołu. Szybki, skoczny, trochę jazzujący, wylądował nawet na jednym z czołowych miejsc trójkowej listy przebojów. Napisałem komercyjny, co wcale nie znaczy, że jest kiepski – wręcz przeciwnie. On po prostu jest lekki, łatwy i przyjemny, nawet tekst jest raczej żartem – Januszko narzeka na to, że trudno jest jednocześnie zaspokoić potrzeby kobiety i być gwiazdą estrady. Momentami prawie płacze.
„To Kiedyś Wróci” to półballada. Ani tekst, ani muzyka niczym szczególnym się nie wyróżnia, poza tym, że to najlżejsza rzecz na płycie. Niestety też - najsłabsza.
Następny na krążku numer to „Cztery Ściany”. I znowu mocne uderzenie. To samo charakterystyczne brzmienie gitar, syntezatory tworzą ciekawy podkład, i czynią kompozycję niebanalną, dobry wokal... Tekst troszkę absurdalny, acz idealnie pasujący do reszty. Czuć rockową werwę, a jednocześnie niesamowitą lekkość – czyli taki Mech, do jakiego przyzwyczaiły poprzednie kawałki.
Utwór szósty nosi nazwę „Maszyna”. Tytuł ten odnosi się do nas – Robert Milewski jest zachwycony tym perpetuum mobile – człowiekiem. Znowu daje o sobie znać saksofon Szukalskiego – grupa momentami pokazuje, że w zahaczającej o jazz konwencji czuje się bardzo dobrze (w końcu wydawcą jest Poljazz), ale w żadnym wypadku nie jest to fusion. Jeśli mielibyśmy zaszufladkować tą muzykę, to tylko i wyłącznie jako... muzykę Mechu! Warto też zwrócić uwagę na awangardowy, z lekką nutką ambientu, wstęp.
„Dzida”, ponownie jak „Czy To Możliwe” opowiada o związku między rockiem a kobietami „Codziennie z rana budzi mnie dziewczyna nowa, ładna i zdrowa, szał co noc”. Słowa są jednak znacznie bardziej prowokujące. „Już do niej idę, szykuję dzidę” Sami domyślcie się, co symbolizuje tytułowa „Dzida”.
Całość zamyka instrumentalna, art-rockowa suita (może nie suita, a jeśli nawet to bardzo miniaturowa, bo trwa tylko 5 i pół minuty), „Nautilius”. Utrzymany w trochę spokojniejszym tempie stanowi swoiste podsumowanie albumu – zawiera wszystkie elementy powtarzające się w poprzednich numerach, jednak dodaje także coś od siebie. Utwór ten jest poważniejszy od innych i kojarzy się trochę (patrz: gitara i saksofon) z Pink Floyd. Wspaniałe zakończenie wspaniałego albumu.
„Bluffmania” powinna znaleźć się na każdej półce. To jedna z lepszych płyt w konwencji ambitnego rocka, jakie w naszym kraju powstały. Jej zawartość jest jednocześnie bardzo eklektyczna, jak i spójna. Do tego dochodzą oryginalne, świeże kawałki, wysokie umiejętności muzyków, intrygujące teksty i to coś, co rozróżnia prawdziwych artystów od znakomitych rzemieślników. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby Robert Milewski nie zaszył się gdzieś w stanach, a zespół zamiast rozpaść się i wrócić po 18 latach (1986-2004) wypełnił te 18 lat swoją twórczością.

MBB Wandowicz, ArtRock.pl

Track Listings:
1. Piłem Z Diabłem Bruderszaft [6:35]
2. Bluffmania [4:50]
3. Czy To Możliwe [3:20]
4. To Kiedyś Wróci [5:20]
5. Cztery Ściany [5:15]
6. Maszyna [3:15]
7. Dzida [5:20]
8. Nautilius [5:15]

Cheers

 

Behemoth-Zos Kia Cultus(2002)



Poland, Gdańsk/Danzig 2002

In a way I kind of feel sorry for this band. Gaining exposure coming from Poland has to be difficult enough but add to that being inevitably compared with the mighty Vader and in a way it doesn’t seem quite fair. I certainly have to give them credit since they have been around over a decade now and have built quite a lot of support with their other releases. I just love it when a band works their ass off to get where they are without someone giving them everything they need to succeed, it shows perseverance and character not to mention a genuine love for the music.
Although the beginning of this review sounds all sunny and rosy that is in stark contrast to what you get when you put "Zos Kia Cultus" in your CD player. The album starts out with what sounds like someone turning a radio dial and then the guitars come in with a slow riff that just feels like it is leading you to your doom and finally you are blasted with "Horns Ov Baphomet". I love this kind of build up in music and Behemoth does this very well. The songs for the most part are all pretty fast with a fair amount of blast beats to be had. Although the speed is ever present the guitar work still shines through with some excellent lead work, which really adds a lot more depth to the ever-present speed. Vocals and lyrics are pretty much what you would expect from a black/death metal band and the scenes of death, violence and overall evil are never to far away. If there was one complaint I could make about this album it is that I wish it would have a little more variety like they had on "Thelema 6" which I thought was an excellent album. This is actually a minor complaint since the more I listen to this album the more I seem to like it.

Overall this album I consider a worthy predecessor to "Thelma 6" and something that fans of the band and the genre in general will certainly want to pick up.Christian Renner

Chyba nikt, z ludzi zagladajacych peixe's musical travelogue(all rights reserved:) nie ma juz watpliwosci, ze po tej stronie nie mozna sie spodziewac jakiejkolwiek utartej sciezki muzycznej. W odroznieniu od niektorych blogow nie zamierzem tutaj odwolywac sie do jedynej slusznej tematyki, nurtu czy terytorium.Jak sama nazwa wskazuje jest i bedzie to podroz przez przesieki, parowy i dzikie dukty niezmierzonej historii muzyki nie tylko(choc przede wszystkim ) europejskiej.Nie inaczej bedzie i tym razem-po meatlicznych "Japonczykach", uroczych chlopakach z Ex-Dance, zadziornej Malgorzacie wraz ze swoja trupa nadszedl czas na to, aby na scenie wystapili kolejni giganci.Giganci w prawdziwym tego slowa znaczeniu.

Czy kiedykolwiek zastanawialiscie sie nad tym, z jakiej muzyki tak naprawde slynie nasz kochany, plynacy miodem i mlekiem kraj?Wszyscy, ktorzy podobnie jak ja za bezdyskusyjne atuty uwazali datad solowe dokonania Agnieszki Kotulanki, rubaszne piesni Danuty Rinn, oraz legendarne plyty takich wykonawcow jak Tercet Egzotyczny, czy Jerzy Rozycki(znany wielu wyznawcom z kultowego juz koweru "I like Chopin" Gazebo, wydanego pod bardziej swojskim tytulem "W cieniu wierzb"), musza sie teraz przygotowac na doznanie srogiego zawodu..Chcecie czy nie, IV Rzeczpospolita Polska kojarzona jest przede wszystkim z zespolami o tak dzwiecznej nazwach jak Vader, czy Behemoth, grajacych gatunek muzyczny na swiecie okreslany mianem death metalu.

Grupa Behemoth, zalozona w Gdansku na poczatku lat 90tych przez niejakiego Nergala, znanego takze pod pseudonimem Adam Darski;), jest dla mnie chyba najbardziej jaskrawym przykladem na to, ze chciec, to po prostu moc.Mimo zerowego wsparcia i promocji ze strony polskich mediow, panowie wydali juz kilkanascie plyt, odbyli multum koncertow i dzis sa znani i powazani w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Poludniowej(przede wszystkim Brazylia). oraz w Europie Zachodniej-slowem, prawie wszedzie, tylko nie u nas.Nie wiedziec czemu media oraz znani dziennikarze muzyczni(za chlubnym wyjatkiem Wojewodzkiego), uwazaja temat za niewart poswieconenia chocby odrobiny uwagi i stronia od glebszego spojrzenia na muzyczny rynek deathmetalowy, ktory z kazdym dniem rosnie w sile.Wszystkim , ktorzy powiedza teraz-"no dobrze, ale to przeciez tylko nisza", dedykuje artykul jaki na temat Behemotha napisal New York Times-niszowy fanzin o marginalnym zasiegu.Czy wreszcie nauczymy sie szanowac i wspierac to co powstalo w naszym kraju i przebilo sie za granice?W obecnych okolicznosciach przyrody i czasach mijajacych pod znakiem promocji komercyjnego i latwo przyswajalnego gowna, niestety smiem w to watpic, jednak zamiast biadolic wole dorzucic dzis ze swojej strony mala cegielke.

"Zos kia cultus", plyta , ktora postanowilem wybrac, stanowi juz owoc Behemotha wcielenia death metalowego, zapoczatkowanego przelomowym krazkiem Thelema 6.Rozpoczynajacy album, Horns Ov Bahometh, zaczyna sie odglosami przeskakiwania miedzy stacjami radiowymi.Ten zgrabnie zastosowany zabieg stopniowania nastroju wprowadza sluchacza w stan coraz wiekszego niepokoju i przedluza stan niepewnego oczekiwania.Slyszac pierwsze wersy, wykrzyczane przerazajacym wokalem Nergala, nie mozna miec juz zadnych watpliwosci, codo charakteru plytki-witajcie w piekle.Dynamiczna perkusja, znajdujaca sie we wladaniu czlowieka o sympatycznej ksywce "Inferno", fantastycznie buduje nastroj totalnej zaglady, a gitara Havoca przywodzi na mysl czasy "muzycznych pejzazy" a la wczesny Slayer.Zdecydowanie,nie jest to produkt przeznaczony dla wielbicieli dzwiekow spod znaku Krzysztofa Krawczyka, jednak wszystkich potencjalnych sluchaczy zachecam do poswiecenia tej plytce wiekszej uwagi.Z chwila kiedy oswoicie sie z wokalem Nergala(co dla wielu niestety moze byc przeszkoda nie do przejscia), bedzie wam dane przekonac sie, ze chlopcy nie od dzis maja w rekach gitary i na "Zos kia ..." mamy do czynienia ze spora dawka wartosciowej i urzekajacej(sic!) muzyki, ktora w pewnych okolicznosciach przynosi ze soba(tak jak mnie w ciagu miajacego tygodnia) swoiste oczyczczenie. No to swieccie dzien swiety, robaczki:)

Track Listings:
1. Horns Of Kaphomet
2. Modern Iconoclasts
3. Here And Beyond
4. As Above So Below
5. Blackest Ov The Black
6. Hekau 718
7. The Harlot Ov The Saints
8. No Sympathy For Fools
9. Zos Kia Cultus
10. Fornicatus Benefictus
11. Typhonian Soul Zodiack
12. Heru Ra Ha Let There Be Might


What The Heck

Montag, Juli 03, 2006 

Lombard for Pimpo

Poland, Poznań/Posen 1983, 1984, 1985

Nadrabiamy zaleglosci, czyli albumy ktore obiecalem juz jakis czas temu, a ktore to z roznych przyczyn nie ujrzaly dotychczas swiatla dziennego.Dzis przyszla kryska na matyska(ale nie Adama;) i z przepastnych zasobow wygrzebalem cztery albumy kolejnej grupy, ktora szalala w latach osiemdziesiatych.Tym razem na tapecie Lombard, w najlepszym moim zdaniem wcieleniu z Malgorzata Ostrowska na majku(mowcie co chcecie, ale ta nowa nie dorasta jej do piet).Przygotowujac krotka biografie na potrzeby tego postu, natknalem sie na nieprzewidziane przeszkody:otoz okazalo sie, ze miedzy Ostrowska , a reszta bandu, z Gregorym Strozniakiem na czele doszlo do jakiegos dymu i w sieci nie ma w zasadzie rzetelnych informacji na temat dzialalnosci zespolu obejmujacej okres lat 80.Jako ze musze jutro wczesnie zwlec sie z loza, dzis jeno nota z okazji 25-lecia, jaka znalazlem na glownej stronie grajkow.Konkretny update i slowo na temat w jezyku konsumentow puddingu zawtra wieczorem, na razie typowa dla tego miejsca faza ander konstrakszyn.

W tym roku mija 25 rocznica powstania zespołu Lombard. 18.05.1981 roku odbyła się pierwsza próba zespołu w Sali Estrady Poznańskiej w składzie: Wanda Kwietniewska, Małgorzata Ostrowska, Grzegorz Stróżniak, Maciej Szymański, Jeremi Sajkowski, Maurycy Przybyłowicz i Krzysztof Kuźniak. Pierwszy koncert Lombard zagrał 20 października 1981 r. z różnych przyczyn już w nowym składzie. Był to jednak drugi z 20 kolejnych wcieleń Lombardu. W ten sposób przez 25 lat w Lombardzie grało 27 znakomitych muzyków wśród nich m.in.: Piotr Zander, Artur Malik, Jacek Królik, Zbigniew Foryś, Przemysław Pahl, Włodzimierz Kempf, Sławek Kosiński czy Michał Burzymowski... Muzycy Ci w większym lub mniejszym stopni wpływali na bieg historii zespołu Lombard, jednak zawsze pod czujnym okiem lidera, kompozytora, wokalisty i klawiszowca Grzegorza Stróżniaka. To właśnie On dyktował poprockowy styl, charakterystyczny tylko zespołowi Lombard. Wielki sukces w latach ’80 zespół zawdzięczał też wspaniałymi tekściarzom Jackowi Skubikowskiemu, Markowi Dutkiewiczowi, Andrzejowi Sobczakowi, którzy reagowali, na tyle na ile cenzura pozwalała, na wszystko co działo się w Polsce w latach ’80, w trakcie największych przemian systemowych. Grzegorz Stróżniak najbardziej wpisał się w historię polskiej muzyki, wyśpiewanym hymnem wielu pokoleń, niezwykłym i ponadczasowym „Przeżyj to sam”. Przez 10 lat wokalistką zespołu Lombard była też Małgorzata Ostrowska. Dzięki swojemu ekstrawaganckiemu image na zawsze stała się symbolem minionych lat ‘80. Wyśpiewana kiedyś przez nią „Szklana pogoda” wywalczyła dla Grzegorza Stróżniaka II nagrodę za kompozycję (pierwszej nie przyznano) na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Podczas tego Festiwalu Lombard otrzymał również nagrodę publiczności. Wraz z Małgorzatą Ostrowską „Lombard” nagrał 7 płyt autorskich. Pierwszą w 1983 roku pt. „Śmierć dyskotece”, kolejno ukazały się: „Live” (1983r.) , „Szara maść” (1984r.), „Wolne od cła” (1984r.), „Anatomia” (1985), Kreacje”(1987), „Koncert” (1988r.) „Welcome home”(1989r.). Utwory zespołu często ukazywały się w wersjach koncertowych, na różnego rodzaju składankach czy w nowych aranżacjach np. na płycie wydanej z okazji 10-lecia powstania Lombardu "Największe przeboje '81-'91. Lombard przeżywał wiele upadków i wzlotów, jednak zawsze koncertował. Na historię zespołu ogromny wpływ wywierała historia Polski, były też konflikty... Najtrudniejsze były dla zespołu lata ’90, chyba dla wszystkich zespołów, kojarzących się nierozerwalnie z minionym systemem. Lombard w latach ’90 wydał tylko jedna autorska płytę „Afryka” oraz wznowił wszystkie płyty z lat ’80. Podjął też w 1997 roku po programie „Szansa na sukces” nieudaną próbę współpracy z byłą wokalistką Małgorzata Ostrowską, która ostatecznie zakończyła się w 1999 roku. Dziś już od 7 lat Lombard mierzy się z nową rzeczywistością. Powrócił na rynek muzyczny z nowym bardziej rockowym obliczem w składzie: Marta Cugier, Grzegorz Stróżniak, Paweł Klimczak, Piotr Zander, Artur Malik i Henryk Baran płytą „Deja’vue”. Żeby tradycją stała się zadość od tego czasu skład zespołu zmieniał się już parokrotnie. Ukoronowaniem 20-lecia była płyta koncertowa z największymi przebojami zespołu nagrana w Radiowej Trójce w Studio im. Agnieszki Osieckiej „Lombard 20 lat – przeżyj to sam”. Marta Cugier i Grzegorz Stróżniak inspirowani tą właśnie płytą stworzyli też scenariusz multimedialnego widowisko "20 Lat Lombard Show", które zapoczątkowało nową erę niezwykłych projektów koncertowych zespołu. Zespół Lombard, w którym jedną z największych zmian było przejęcie mikrofonu przez Martę Cugier, która scenicznej wyrazistości nie musi zazdrościć Małogorzacie Ostrowskiej, bo sama ma jej pod dostatkiem, od 25 lat wciąż pod wodzą Grzegorza Stróżniaka, kończy pracę nad kolejna płytą „Musical”, by już 20 października 2006 roku w klubie Zeppelin Hall zarejestrować niezwykły czterogodzinny koncert multimedialny „Lombard Show”, podczas Gali VIP 25 LAT. Całe lato minie zespołowi pod znakiem intensywnej trasy koncertowej.

Śmierć dyskotece(1983)


Track Listings:
1. Śmierć dyskotece!
2. Na skróty do piekła
3. Droga Pani z TV
4. Rdza
5. Ekspress stąd do nieba
6. Taniec pingwina na szkle
7. Diamentowa kula
8. Stary ból
9. O jeden dreszcz
10. Mniej niż nic
11. Koszmarna kołysanka
12. Gwiazdy rock and rolla
Bonus tracks:
13.Bez zysków, bez strat
14.Błądząc, wędrując
15.Dworzec pełen snów
16.Wielki grzech
17.Przeżyj to sam

Wolne od cła(1984)


Track Listings:
1. Wolne od cła
2. Miny na pokaz czyny za grosz
3. Dwa słowa, dwa światy
4. Adriatyk, ocean gorący
5. Aku - Hara kraj ze snu
6. Kradzież nie popłaca
7. Skąd ja to znam
8. Dalej, coraz dalej
Bonus Tracks:
9. Szklana pogoda
10. Droga pani z TV
11. Posłanie do pana A

Szara maść(1984)


Track Listings:
1. Stan gotowości
2. Plaża fok
3. Bezcieleśni, bezszelestni
4. Darwiniści
5. Wąwóz kolorado
6. Czeski film
7. Szara maść
8. EKG
Bonus tracks:
9. Bye, Bye Jimi
10. Neonowa krowa

Anatomia(1985)


Track Listings:
1. Anatomia - ja płynę, płynę
2. Ckliwy melodramat
3. Gołębi puch
4. Mam dość
5. Wstęga Mobiusa
6. Kryształowa
7. 5 lipca
8. Anka
9. Zaklęty sejf
10. Spal go
Bonus Tracks:
11. Nasz ostatni taniec
12. Kto mi zapłaci za łzy
13. Płonąca stodoła

Cheers

Bonus-Lombard Videos:



As another bonus I present you two Lombard videos, "Szklana pogoda",and "Krysztalowa".Made in the mid 80s, both clips submit some cold atmosphere and carry characteristic 80s felling.Enjoy the trip:)

Zdradzieckie kobiety, zaborczy mezczyzni, szybkie motocykle, zimne oko szklanego ekranu, a wszystko to umieszczone w scenerii pokrytego(jak wszyscy wiemy) siecia szklanych jak pogoda wiezowcow, warszawskiego downtown.Zarty sie skonczyli, pora na brutalna, betonowa rzeczywistosc jaruzelskiej wsi.Bez humoru...

Klipy wygrzebal ze swego przepastnego archiwum i podrzucil Maro, jeden najwiekszych znawcow historii polskiego jak i zagranicznego klipu w IV RP.


Cheerio

Sonntag, Juli 02, 2006 

Ex Dance-Między nami tania gra/Powrót Donalda(1987)



Poland, Warsaw/Warszawa 1987

Z prezentacja tego singla, rowniez chcialem jeszcze troche poczekac, ale wczorajszy incydent zdecydowanie przyspieszyl bieg wydarzen.W formie odtrutki, archiwalne nagrania zalozonego w 1986 roku, po rozwiazaniu pierwszego skladu Papsow, zespolu Wawrzyniaka.W tej malej paczuszce znajdziecie dwa kawalki umieszczone na tonpressowskim singlu-pierwszym i jedynym wydawnictwie grupy w latach 80.Swoistym rodzynkiem w ciescie sa dwa pozostale, studyjne traki, ktore nigdy nie zostaly wydane na zadnym nosniku i do niedawna byly wlasciwie nieosiagalne, a sa to taktowany charakterystycznym bitem Czarny smog(do ktorego nakrecono teledysk!), oraz legendarny, melancholijny Smutny spacer.Niestety komercyjny sukces singla nie przelozyl sie na wydanie pelnego albumu firmowanego nazwa Ex-Dance i zespol po dwuletniej dzialalnosci postanowil sie rozwiazac.Grzegorz Wawrzyszak kontynuowal swoja solowa kariere i w 1989 roku wydal dla Pronitu solowy album "On", dzis bedacy absolutnym rarytasem.

First Ex-Dance single, released in 1987, including two extra tracks.Kinda rarity.English review coming soon.

Track Listings:
1.Między nami tania gra/Cheap Game Amongst Us
2.Powrót Donalda/Retutn Of Donald

3.Czarny smog/Black Smog
4.Smutny spacer/Sad Walk


Cheers

Bonus:Powrót Donalda Music Video

Very rare music video featuring 1987 Ex-Dance single.Apart from poor quality(it was probably recorded in those days, with amateur video recorder) it's still a dope with all those lads running around in cheesy suits and hot 80s biatches presenting their outstanding make-ups.Must see:)

Mialo byc co prawda w tamtym tygodniu, ale lepiej pozno niz wcale;)Chyba smialo moge pokusic sie o stwierdzenie, ze jest to debiut(przynajmniej na taka skale).Malowane chlopaki w garniakach z Pewexu, kwiat zacnych niewiast, umalowanych niczym panie z Bananaramy, oraz tajemniczy Donald, nazwany nieco pozniej "czlowiekiem z zasadami", w klipie karciany szuler oraz wladca kobiecych dusz.Moja rada-dla wlasnego dobra, nie ogladajcie tego na trzezwo.

Courtesy, oczywista of Maro-sprawdzcie jego stronke, ostatnio spory update z polskimi klipami.

Cheerio

 

Ex-Dance-Rzeka Snów(2006)



Poland, Warsaw/Warszawa 2006

Tej plyty wlasciwie, na dobra sprawe mialo tutaj nie byc.Na dzisiejszy wrzut, lamiacy zasade unikania prezentacji wspolczesnych dokonan muzycznych, wykonawcow wielbionych przez masy w czasach sofixow, gumy balonowej Donald i serkow homogenizowanych mejd by Okregowa Spoldzielnia Mleczarska, wplynely wydarzenia ostatniej nocy, kiedy to niejaki Trevor podrzucil mi "Rzeke snow", czyli wcielenie muzyczne AD 2006 Ex-Dance, legendarnego skladu Wawrzyszaka.Po przesluchaniu rzeczonego "produktu", dlugo nie moglem sie otrzasnac i chyba juz nigdy nie bede taki sam...

Z nog zwalilo mnie juz otwierajace krazek wykonanie "Medytacji wiejskiego listonosza", podczas ktorego chlopcy beztrosko zmasakrowali wielki przeboj Skaldow, zapodajac wersje w stylu manieczki hardcore.Po wysluchaniu tego (u)tworu zadalem sobie pytanie-Fer A Fock Sake, czy moze byc jeszcze gorzej?Okazalo sie ze to dopiero poczatek zaglady.Taktowane jednostajnym bitem typu umcy umcy kompozycje, plus przepuszczony przez vocoder wokal Wawrzyszaka, ugasily ma, ostatnia tlaca sie jeszcze iskierke nadziei na jakokalwiek przyszlosc tego albumu.Mentalnie rozjebaly mnie wcisniete miedzy nowe traki, zbeszczeszczone wersje otoczonych dzis juz religijnym kultem przebojow zarowno wczesnego Papa, jak i Ex-Dance.Spolka Wawrzyszak/Zielinski ze stoickim spokojem morduje po kolei "kanal XO2", "Czy ty lubisz to co ja", "Te glupie strachy", oraz "Powrot Donalda", przybijajac kolejne gwozdzie do mojej trumny.
Wiele moznaby jeszcze na temat "Rzeki snow" napisac,ale odnosze wrazenie ze nie bedzie to nic innego jak kopanie lezacego, poza tym w dzisiejszych trudnych czasach powszechnej zlosci i frustracji, wole sobie i wam oszczedzic dalszych dywagacji nad tym nieszczesnym, pozbawionym polotu wydawnictwem.Ku przestrodze, jak mawial pewien redaktor Gazety Telewizyjnej.

Track Listings:
1. Medytacje Wiejskiego Listonosza (feat. A. Zieliński - Skaldowie)

2. Gdybyś Tu Była Ze mną
3. Kanał XO2
4. Powrót Donalda
5. Byłaś Tu
6. Gdy Tobie Kłamałem
7. Do widzenia powodzenia
8. Mam Już Dość
9. Mój Pierwszy Raz
10. Czy Ty Lubisz To Co Ja
11. Te Głupie Strachy
12. To Już Nie Ten Czas feat. Lerek/Nowator
13. Rzeka Snów
14. Gdy Tobie Kłamałem rmx
15. Mój Pierwszy Raz rmx
16. Powrót Donalda / Do Ogniska

Nie tykajcie tego nawet kijem

 

Japan-Tin Drum(1981)



UK, England, London 1981

Tin Drum is a tricky album to review, although it is an outstanding album from the 1980's. There is something about this album I haven't quite got over. I think it's something to do with avant-garde arrangements that most of the tracks have.

They do exactly what the name of the band tells you on Tin Drum, they have created a oriental-heavy album (influenced by the Yellow Magic Orchestra) that contains very eerie effects. You would think these guys actually came from Japan which they don't (They come from London). There are some nice more ambient-esque moments such as 'Ghosts' (A top 5 hit in the UK) & 'Sons And Pioneers'. Those tracks create an ice cold atmosphere when sitting in the dark.

David Sylvian's voice is somewhat similar to Bryan Ferry's but his voice does work effectively throughout. 'Canton' is an instrumental piece that sounds like an anthem for some event in the middle east. Tin Drum finishes off with 'Cantonese Boy' which is probably the weirdest on the album. This track feels rather shuffled about and sends chills to your body, especially as it ends in a very obscure way.

It's quite remarkable that an album like Tin Drum spent nearly a year in the album charts in the UK. A strange album that sends chills like it does. A highly recommended piece. Highlights: 'The Art Of Parties', 'Ghosts' & 'Cantonese Boy'.dexternico/rateyourmusic.com


Kolejny miesiac zaczynamy od mocnego uderzenia, a mianowicie piatego albumu studyjnego Sylviana i spolki, Tin Drum z 1981 roku.Przyznam sie szczerze bez bicia, ze z zespolem Japan zaznajomilem sie dosyc niedawno, bo niecale 2 miesiace temu, kiedy to ROb zapodalna swoim, blogu Gentlamen Take Polaroids.Album ten dlugo goscil na mojej playliscie i zyskal sobie stale miejsce w zelaznym panteonie plyt, do ktorych chetnie powracam.Inaczej sprawa sie miala z Tin Drum.Po pierwszym przesluchaniu, plyta nie zrobila na mnie wiekszego wrazenia, byc moze dlatego ze bylem wowczas jeszcze pod duzym wplywem jej wielkiej poprzedniczki.Jakis miesiac temu odkurzylem ja ponownie i dalem troche wiecej czasu na "przegryzienie".Chyba poskutkowalo, bo dzis sklaniam sie do opinii, ze wlasnie Tin Drum jest najbardziej dojrzalym dzielem w historii dzialalnosci zespolu i gdybym mial wytypowac jedna, jedyna pozycje z dyskografii Japan warta przesluchania, bez watpienia bylby to wlasnie ten album.

W odroznieniu od Gentlemen Take Polaroids nie znajdziecie tu przepelnionego nostalgia, zwiewnego klimatu i chwytajacych za serce kompozycji typu Nightporter.Tin Drum to zimne, wykalkulowane syntezatorowe dzwieki, ktore tworza zupelnie inna juz calosc, dosc ciezko mi bylo na poczatku uwierzyc, ze oba krazki sa dzielem tego samego zespolu.Na swojej piatej plycie panowie z Japan wreszcie uwolnili sie definitywnie od wplywow Roxy Music(swoja droga, kolejna grupa, ktora czerpala garsciami z ich tworczosci, ile ich na poczatku lat 80 bylo!),odrzucili nowy romantyzm na rzecz rytmicznego synthpopu i wyklarowali charakterystyczne dla zespolu brzmienie.W warstwie muzycznej na Tin Drum dominuja klimaty dalekowschodnie(swietny instrumentalny "Canton", ujmujacy prostota wykonania, "Visons Of China", czy moj faworyt na plycie, "Still Life In Mobile Homes"), okraszone mechaniczna perkusja, charakterystycznym basem Micka Karna(ktory IMO dopiero na tej plycie pokazuje, na co naprawde go stac) i syntezatorami, ktore przewazaja, spychajac na dalszy plan gitary.Ta ostatnia "japonska" plyta studyjna jest w duzej mierze zapowiedzia pozniejszych solowych dokonan Sylviana i punktem szczytowym grupy, ktora rozpoczela swoje muzyczne wojaze od glam rocka, by w latach 80 XX wieku zajac sie tworzeniem wielowarstwowych pejzazy dzwiekowych, przy kazdym kolejnym odlsuchu ukazujacych sluchaczowi coraz to nowe oblicza.Nie ma bata, Tin Drum, to w przeciwienstwie do np. pierwszego albumu grupy Steve'a Strange'a, to produkt wielokrotnego uzytku, swoim bogactwem muzycznym mogacy obdarowac wielu wspolczesnych.Milego odtwarzania!

PS:Nawiazujac, do nie tak wcale dawnych utyskiwan niejakiego Anonima na ceny plytowe w Polsce, dodam, ze album ten(niestety z remasterowana wersja okladki, w paczuszce znajdziecie dla porownania wszystkie trzy wersje) zakupilem za smieszna sume 35 zlociszy w sklepie internetowym serpent.pl, w Niemczech natomiast ta sama plyta kosztuje 20 eur!Szukajcie, a znajdziecie!

Track Listings:
1.The Art of Parties – 4:09
2.Talking Drum – 3:34
3.Ghosts – 4:33
4.Canton – 5:30
5.Still Life in Mobile Homes – 5:32
6.Visions of China – 3:37
7.Sons of Pioneers – 7:07
8.Cantonese Boy – 3:44


Cheers

Samstag, Juli 01, 2006 

I'm Italian now



God save our gracious Queen,
Long live our noble Queen,
God save the Queen:
Send her victorious,

Happy and glorious,
Long to reign over us:
God save the Queen.

O Lord, our God, arise,
Scatter her enemies,
And make them fall.
Confound their politics,
Frustrate their knavish tricks,
On Thee our hopes we fix,
God save us all.

Thy choicest gifts in store,
On her be pleased to pour;
Long may she reign:
May she defend our laws,
And ever give us cause
To sing with heart and voice
God save the Queen

I hate this fucking mundial.