« Home | I'm Italian now » | This wanker must go... » | Antis » | Buty-Pískej si pískej(1992) » | Czesław Niemen-Terra Deflorata(1989) » | Foje-Žodžiai į Tylą(1990) » | Kyuss-...And The Circus Leaves Town(1995) » | Wygrać z Niemcami(1939-2006?) » | China Crisis » | Viva Alemania Olé! » 

Sonntag, Juli 02, 2006 

Japan-Tin Drum(1981)



UK, England, London 1981

Tin Drum is a tricky album to review, although it is an outstanding album from the 1980's. There is something about this album I haven't quite got over. I think it's something to do with avant-garde arrangements that most of the tracks have.

They do exactly what the name of the band tells you on Tin Drum, they have created a oriental-heavy album (influenced by the Yellow Magic Orchestra) that contains very eerie effects. You would think these guys actually came from Japan which they don't (They come from London). There are some nice more ambient-esque moments such as 'Ghosts' (A top 5 hit in the UK) & 'Sons And Pioneers'. Those tracks create an ice cold atmosphere when sitting in the dark.

David Sylvian's voice is somewhat similar to Bryan Ferry's but his voice does work effectively throughout. 'Canton' is an instrumental piece that sounds like an anthem for some event in the middle east. Tin Drum finishes off with 'Cantonese Boy' which is probably the weirdest on the album. This track feels rather shuffled about and sends chills to your body, especially as it ends in a very obscure way.

It's quite remarkable that an album like Tin Drum spent nearly a year in the album charts in the UK. A strange album that sends chills like it does. A highly recommended piece. Highlights: 'The Art Of Parties', 'Ghosts' & 'Cantonese Boy'.dexternico/rateyourmusic.com


Kolejny miesiac zaczynamy od mocnego uderzenia, a mianowicie piatego albumu studyjnego Sylviana i spolki, Tin Drum z 1981 roku.Przyznam sie szczerze bez bicia, ze z zespolem Japan zaznajomilem sie dosyc niedawno, bo niecale 2 miesiace temu, kiedy to ROb zapodalna swoim, blogu Gentlamen Take Polaroids.Album ten dlugo goscil na mojej playliscie i zyskal sobie stale miejsce w zelaznym panteonie plyt, do ktorych chetnie powracam.Inaczej sprawa sie miala z Tin Drum.Po pierwszym przesluchaniu, plyta nie zrobila na mnie wiekszego wrazenia, byc moze dlatego ze bylem wowczas jeszcze pod duzym wplywem jej wielkiej poprzedniczki.Jakis miesiac temu odkurzylem ja ponownie i dalem troche wiecej czasu na "przegryzienie".Chyba poskutkowalo, bo dzis sklaniam sie do opinii, ze wlasnie Tin Drum jest najbardziej dojrzalym dzielem w historii dzialalnosci zespolu i gdybym mial wytypowac jedna, jedyna pozycje z dyskografii Japan warta przesluchania, bez watpienia bylby to wlasnie ten album.

W odroznieniu od Gentlemen Take Polaroids nie znajdziecie tu przepelnionego nostalgia, zwiewnego klimatu i chwytajacych za serce kompozycji typu Nightporter.Tin Drum to zimne, wykalkulowane syntezatorowe dzwieki, ktore tworza zupelnie inna juz calosc, dosc ciezko mi bylo na poczatku uwierzyc, ze oba krazki sa dzielem tego samego zespolu.Na swojej piatej plycie panowie z Japan wreszcie uwolnili sie definitywnie od wplywow Roxy Music(swoja droga, kolejna grupa, ktora czerpala garsciami z ich tworczosci, ile ich na poczatku lat 80 bylo!),odrzucili nowy romantyzm na rzecz rytmicznego synthpopu i wyklarowali charakterystyczne dla zespolu brzmienie.W warstwie muzycznej na Tin Drum dominuja klimaty dalekowschodnie(swietny instrumentalny "Canton", ujmujacy prostota wykonania, "Visons Of China", czy moj faworyt na plycie, "Still Life In Mobile Homes"), okraszone mechaniczna perkusja, charakterystycznym basem Micka Karna(ktory IMO dopiero na tej plycie pokazuje, na co naprawde go stac) i syntezatorami, ktore przewazaja, spychajac na dalszy plan gitary.Ta ostatnia "japonska" plyta studyjna jest w duzej mierze zapowiedzia pozniejszych solowych dokonan Sylviana i punktem szczytowym grupy, ktora rozpoczela swoje muzyczne wojaze od glam rocka, by w latach 80 XX wieku zajac sie tworzeniem wielowarstwowych pejzazy dzwiekowych, przy kazdym kolejnym odlsuchu ukazujacych sluchaczowi coraz to nowe oblicza.Nie ma bata, Tin Drum, to w przeciwienstwie do np. pierwszego albumu grupy Steve'a Strange'a, to produkt wielokrotnego uzytku, swoim bogactwem muzycznym mogacy obdarowac wielu wspolczesnych.Milego odtwarzania!

PS:Nawiazujac, do nie tak wcale dawnych utyskiwan niejakiego Anonima na ceny plytowe w Polsce, dodam, ze album ten(niestety z remasterowana wersja okladki, w paczuszce znajdziecie dla porownania wszystkie trzy wersje) zakupilem za smieszna sume 35 zlociszy w sklepie internetowym serpent.pl, w Niemczech natomiast ta sama plyta kosztuje 20 eur!Szukajcie, a znajdziecie!

Track Listings:
1.The Art of Parties – 4:09
2.Talking Drum – 3:34
3.Ghosts – 4:33
4.Canton – 5:30
5.Still Life in Mobile Homes – 5:32
6.Visions of China – 3:37
7.Sons of Pioneers – 7:07
8.Cantonese Boy – 3:44


Cheers

Hej, Peixe.
Przyznam się, że z płyt Japan słucham najczęsciej Quiet Life, a o Tin Drum to wszyscy w latach osiemdziesiątych mówili podobnie jak Ty teraz. Wszyscy uważaliśmy , że ,,tego nie da się słuchac", co to w ogóle jest itp.
Uważam jednak, że Sylvian bardzo chciał stworzyc taki album, który nie byłby dalszym ciągiem poprzednich płyt. Zresztą teraz słuchając całej dyskografii zauważamy ewolucję grupy i że za każdym razem nas zaskakiwali.
Z klimatami Japan najbliżej podobny jest album Gary Numana o przewrotnym tytule ,,Dance" - dlatego że muzycy z tego zespołu - Mick Karn i Rob Dean grają na tej płycie ( a Numan śpiewa:>)- a raczej bardziej mruczy pod nosem niczym Sylvian.:)
A co do płyt tanich to prawda - sam już znalazłem wiele kompaktów po przystępnej cenie. Wygórowane ceny za to mają przeważnie nowości,jednak takich ,,wykonawców", że nie warto o nich wspominać na łamach tak poważnych blogów jak nasze :)
No to ,,Cheers".

I always think David Sylvian is a very special musician. He is strange but indeed most fans want to look like him in the early 80's. Thanks for Tin Drum!

Kommentar veröffentlichen