« Home | Behemoth-Zos Kia Cultus(2002) » | Lombard for Pimpo » | Ex Dance-Między nami tania gra/Powrót Donalda(1987... » | Ex-Dance-Rzeka Snów(2006) » | Japan-Tin Drum(1981) » | I'm Italian now » | This wanker must go... » | Antis » | Buty-Pískej si pískej(1992) » | Czesław Niemen-Terra Deflorata(1989) » 

Sonntag, Juli 09, 2006 

Mech-Bluffmania(1983)



Poland, Warsaw/Warszawa 1983

Kierujac sie klasyczna metoda kazdego didzeja, by po szybkim kawalku nie serwowac ludziom przytulanki, stopniowo zwalniamy kroku, kierujac sie ku odrobine lzejszym klimatom, a konkretnie do plyty Bluffmania, debiutu zespolu pt: Zjednoczone sily Natuiry Mech, czyli jednej z pierwszych krajowych plyt zahaczajacych o nurt hard rocka.

Rok 1977 zaowocował bardzo ważnym dla polskiego rocka wydarzeniem – panowie Robert Milewski i Maciej Januszko postanowili założyć zespół. Mech początkowo działał w składzie: Maciej Januszko; Robert Milewski; Janusz Łakomiec; Krzysztof Fijałkowski; Adam Lewandowski; Andrzej Nowicki(później Perfect) i Janusz Domański. Przez następne sześć lat zespół zdobył umiarkowaną sławę, poszukiwał własnego stylu grając muzykę, pełną zarówno hardrocka, artrocka, fusion, a przede wszystkim popularnego wówczas w Polsce rocka barokowego. Po wydaniu kilku singli i licznych zmianach personalnych, w 1983 roku wreszcie światło dzienne ujrzał pełnoprawny album. A nawet dwa. Tutaj zajmę się tym pierwszym, czyli „Bluffmanią”, albumem pełnym świeżości, a jednocześnie utrzymanym w charakterystycznym tylko dla Mechu stylu. Okładka płyty mogła 22 lata temu w naszym kraju szokować – czarnobiałe zdjęcie głów członków zespołu, ale z wyszminkowanymi na jaskrawoczerwono ustami. No, szokować to może przesada, w każdym razie zaintrygować. Zaintrygowany więc nastawiam płytę...
Kościelne dzwony wprowadzają do utworu „Piłem z Diabłem Bruderszaft”. Po chwili rozlega się gitarowy riff – dynamiczny, szybki, prosty i tą właśnie prostotą wspaniały. Riff, który, gdyby Mech powstał w innym czasie, miejscu i został dobrze wypromowany, mógłby znaczyć teraz tyle dla muzyki rockowej co „Smoke on the Water”, „Iron Man” czy „Highway to Hell”. Nie przesadzam. Oczywiście trzeba by nieco poprawić brzmienie, czy dopracować szczegóły, ale to także zamyka się w „innym czasie i miejscu”. Rozlegające się w tle wyprodukowane przez syntezator odgłosy umiejętnie sterują napięciem. Wokalnie udziela tu się tylko Januszko – może nie ma on dużych możliwości, ale śpiewa lepiej niż poprawnie, a jego głos ma ciekawą barwę (niekojarzącą się tak jednoznacznie z Osbourne'm jak 20 lat później). Jednak kiedy w połowie „Piłem...” następuje zmiana tempa i złagodzenie brzmienia, pojawia się również Robert Milewski. Śpiewa znacznie czyściej, co dobrze komponuje się z tą częścią kawałka. Tutaj też swoim saksofonem zaczyna czarować Tomasz Szukalski – może nie gwiazda, ale na pewno ceniona w polskim jazzie firma.
Na drugim miejscu na płycie umieszczony jest utwór tytułowy. Jest to dość rozbudowana, choć niespełna pięciominutowa kompozycja. Znacznie wolniejsza i lżejsza niż poprzednia. Robert Milewski przejętym głosem wyśpiewuje, że cały otaczający go świat jest kłamstwem. Znowu słyszymy saksofon, pojawiają się także chórki, a przede wszystkim ciekawie zastosowany efekt echa.
„Czy To Możliwe” to zdecydowanie najprostszy i najbardziej komercyjny utwór na płycie, dzięki czemu stał się największym (i chyba jedynym) przebojem zespołu. Szybki, skoczny, trochę jazzujący, wylądował nawet na jednym z czołowych miejsc trójkowej listy przebojów. Napisałem komercyjny, co wcale nie znaczy, że jest kiepski – wręcz przeciwnie. On po prostu jest lekki, łatwy i przyjemny, nawet tekst jest raczej żartem – Januszko narzeka na to, że trudno jest jednocześnie zaspokoić potrzeby kobiety i być gwiazdą estrady. Momentami prawie płacze.
„To Kiedyś Wróci” to półballada. Ani tekst, ani muzyka niczym szczególnym się nie wyróżnia, poza tym, że to najlżejsza rzecz na płycie. Niestety też - najsłabsza.
Następny na krążku numer to „Cztery Ściany”. I znowu mocne uderzenie. To samo charakterystyczne brzmienie gitar, syntezatory tworzą ciekawy podkład, i czynią kompozycję niebanalną, dobry wokal... Tekst troszkę absurdalny, acz idealnie pasujący do reszty. Czuć rockową werwę, a jednocześnie niesamowitą lekkość – czyli taki Mech, do jakiego przyzwyczaiły poprzednie kawałki.
Utwór szósty nosi nazwę „Maszyna”. Tytuł ten odnosi się do nas – Robert Milewski jest zachwycony tym perpetuum mobile – człowiekiem. Znowu daje o sobie znać saksofon Szukalskiego – grupa momentami pokazuje, że w zahaczającej o jazz konwencji czuje się bardzo dobrze (w końcu wydawcą jest Poljazz), ale w żadnym wypadku nie jest to fusion. Jeśli mielibyśmy zaszufladkować tą muzykę, to tylko i wyłącznie jako... muzykę Mechu! Warto też zwrócić uwagę na awangardowy, z lekką nutką ambientu, wstęp.
„Dzida”, ponownie jak „Czy To Możliwe” opowiada o związku między rockiem a kobietami „Codziennie z rana budzi mnie dziewczyna nowa, ładna i zdrowa, szał co noc”. Słowa są jednak znacznie bardziej prowokujące. „Już do niej idę, szykuję dzidę” Sami domyślcie się, co symbolizuje tytułowa „Dzida”.
Całość zamyka instrumentalna, art-rockowa suita (może nie suita, a jeśli nawet to bardzo miniaturowa, bo trwa tylko 5 i pół minuty), „Nautilius”. Utrzymany w trochę spokojniejszym tempie stanowi swoiste podsumowanie albumu – zawiera wszystkie elementy powtarzające się w poprzednich numerach, jednak dodaje także coś od siebie. Utwór ten jest poważniejszy od innych i kojarzy się trochę (patrz: gitara i saksofon) z Pink Floyd. Wspaniałe zakończenie wspaniałego albumu.
„Bluffmania” powinna znaleźć się na każdej półce. To jedna z lepszych płyt w konwencji ambitnego rocka, jakie w naszym kraju powstały. Jej zawartość jest jednocześnie bardzo eklektyczna, jak i spójna. Do tego dochodzą oryginalne, świeże kawałki, wysokie umiejętności muzyków, intrygujące teksty i to coś, co rozróżnia prawdziwych artystów od znakomitych rzemieślników. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby Robert Milewski nie zaszył się gdzieś w stanach, a zespół zamiast rozpaść się i wrócić po 18 latach (1986-2004) wypełnił te 18 lat swoją twórczością.

MBB Wandowicz, ArtRock.pl

Track Listings:
1. Piłem Z Diabłem Bruderszaft [6:35]
2. Bluffmania [4:50]
3. Czy To Możliwe [3:20]
4. To Kiedyś Wróci [5:20]
5. Cztery Ściany [5:15]
6. Maszyna [3:15]
7. Dzida [5:20]
8. Nautilius [5:15]

Cheers

What a great site »

Very nice site! »

Przeczytaj caly blog, calkiem dobry

Kommentar veröffentlichen